Andrzej Sapkowski, Magia i Miecz 28, 29, 30

Zapyta ktoś – co miłośników gier fabularnych może obchodzić
heraldyka, wiedza o herbach? Ja myślę, że nie tylko może, ale nawet
powinna.

Poraj, krzyknął Mickiewicz,

z mitrą w polu złotym,

Herb książęcy, Stryjkowski

gęsto pisze o tym.

Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz”

Zapyta ktoś – co miłośników gier fabularnych może obchodzić
heraldyka, wiedza o herbach? Ja myślę, że nie tylko może, ale nawet
powinna. Śmiem mniemać, że pewne podstawowe, elementarne i najważniejsze
reguły sztuki heraldycznej przydadzą się zarówno graczom, jak i Mistrzom.
Światy gier fabularnych są wszakże w większości światami lepiej lub gorzej
imitującymi średniowiecze, a na kartach scenariuszy kłębi się od
arystokracji, wielmożów, szlachty i rycerzy. A co to za szlachcic czy
rycerz bez herbu? Warto więc co nieco o herbie wiedzieć. Szlachcicem czy
rycerzem może być bohater niezależny, może także być nim gracz – tego typu
profesje przewiduje zarówno Warhammer, jak i AD&D, pełen rycerzy jest
Pendragon, istnieje też szlachta i rycerstwo w Kryształach Czasu. Tak
zwane „karty gracza” do gier wielu systemów (np. D&D) mają nawet
stosowne miejsce, w które gracz winien wrysować swoje „godło” (Character
Symbol). Gracze odtwarzający postaci „rycerzy” rysują tu swe „herby
rycerskie” – godziłoby się więc znać sposoby, zasady i reguły rysowania.
Widziałem już karty z własnoręcznymi „herbami” graczy – na ten widok
śmiech porywał pusty, a po nim litość i zgroza. Widać było, że rysownicy
pojęcia nie mieli o regułach heraldyki. Nie piszę tego, by drwić – w
końcu, skąd ci gracze mieli te reguły znać?

Jest też wielu zwolenników RPG, którzy znajdują przyjemność w
malowaniu figurek – a na tarczach, proporcach i sztandarach miniaturowych
rycerzy należy wszak malować herby. Są i tacy miłośnicy RPG, którzy
budują całe bitewne sceny i dioramy – przy tworzeniu takowych nieco
podstawowej wiedzy o heraldyce również może się przydać.

Celem poniższego opracowanka nie jest sporządzenie bryku z historii
średniowiecza, rycerstwa czy też kompleksowej heraldyki, są to bowiem
dziedziny już nieźle opracowane w dziełach prawdziwie fachowych – do
których zainteresowanych odsyłam. Od historii jednak za daleko uciec nie
można – kilka słów o dziejach herbów powiedzieć należy.

Od niepamiętnych czasów wyruszający do boju wojownicy stroili się,
czesali, malowali czy nawet tatuowali tak, by łatwo było odróżnić
„naszych” od „wrażych”. Od niepamiętnych czasów wojowie nosili też w
jakimś widocznym miejscu „znak”, mający różne zadania – czasami był to
totem, podobizna lub atrybut czczonego bóstwa, czasem znak rodowy czy
plemienny, czasem element „psychologiczny”, mający nastraszyć
przeciwnika i obniżyć jego morale, czasem po prostu – jak większość godeł
wymalowanych na słynnym gobelinie z Bayeux – element dekoracyjny. O
heraldyce sensu stricto mówić można dopiero od momentu (w. XII-XIII), w
którym rozpowszechnienie i rozwój pełnej zbroi zamienił rycerza w
jednolitą kupę blachy, zza której w żaden sposób nie dało się odróżnić
towarzysza broni lub sprzymierzeńca od wroga. Noszenie w widocznym miejscu
jakiegoś wyraźnego znaku stało się wymogiem sine qua non. A ponieważ
dominujące na polach bitewnych rycerstwo z samego założenia było formacją
elitarną i ściśle zindywidualizowaną, znak rozpoznawczy powoli zmienił
charakter. Nie określał już przynależności do grupy, klanu czy plemienia,
nie dekorował, lecz stał się atrybutem i wyróżnikiem noszącej go osoby. I
to osoby nie byle jakiej, lecz należącej do elity – bo taką stały się
rycerstwo i szlachta. Szlachectwo było początkowo przywilejem otrzymywanym
od władcy indywidualnie, w uznaniu szczególnych zasług, wkrótce jednak
stało się dziedziczne, przechodziło z ojca na syna. Od wieku XII-XIV
wyróżniające szlachcica znak czy godło również stały się dziedziczne. W
wielu językach – w tym i w polskim – słowo „herb” wywodzi się z
niemieckiego „Erbe” – dziedzictwo (w języku niemieckim herb nazywa się
„Wappen”).

Będąc przywilejem personalnym lub przyznanym przez panującego lub
odziedziczonym po przodkach, herb musiał być silnie zindywidualizowany i
nie mógł się powtarzać – dane godło było „zarezerwowane”, prawa do niego
miała wyłącznie osoba zaszczycona przywilejem nadania – i jej rosnąca
rzesza potomków. Oprócz nich – nikt. Musiał powstać więc rejestr herbów,
musiał też powstać urząd znawcy herbów – a wiedza o herbach szybko stawała
się nauką wymagającą nielichej znajomości przedmiotu. Takim „herbologiem”
urzędującym przy każdym ważniejszym europejskim dworze był herold.
Początkowo była to osoba, później cały urząd, zwany heroldią. Na czele
urzędu stał tzw. król heroldów, temu podlegali heroldowie, heroldom zaś
pomocnicy, zwani „persewerantami”. Do heroldii należało opracowywanie
herbów istniejących i osób uprawnionych do ich noszenia, a także graficzne
opracowywanie herbów nowych w miarę przeprowadzanych przez króla
nobilitacji. Heroldowie rozpoznawali po herbach i przedstawiali
zjawiających się na dworze lub na turnieju rycerzy, byli więc mistrzami
ceremonii na dworach i sędziami na turniejach. I od tego właśnie urzędu
wywodzi się słowo „heraldyka”.

Czym jest i z czego składa się herb?

Przechodzimy do ad remu, czyli terminologii, zasad i reguł heraldyki.
Zanim jednak zaczniemy, kilka informacji podstawowych:

W swej zasadniczej, najczęściej spotykanej postaci herb wygląda tak,
jak na Rys. 1. Ważna informacja: w heraldyce mówimy często o lewej i
prawej stronie herbu. Ale te strony są usytuowane całkiem odwrotnie niż,
dla przykładu, na rodzinnej fotografii, gdzie jeśli ciocia stoi pierwsza
od lewej, to znaczy od naszej lewej. W heraldyce natomiast należ sobie
wyobrazić, że za oglądaną tarczą herbową kryje się rycerz i że to on tę
tarczę trzyma (Rys. 2). Lewica heraldyczna (tzw. sinister) będzie tam,
gdzie jest lewa ręka rycerza, prawica heraldyczna (tzw. dexter) będzie
tam, gdzie jego ręka prawa. Jego, rycerza. Nie nasza!

ELEMENTY HERBU

rys1TARCZA

Najwłaściwszym miejscem dla herbu była oczywiście tarcza rycerska,
nieodłączny element jego bojowego wyposażenia. Podczas wojny i walki
tarcza była zwrócona frontem do wroga i mówiła: „Strzeż się, oto ja,
niezwyciężony de Berry”. W czasie turnieju, zawieszona przed namiotem,
ostrzegała: „Uważaj, komu rzucasz wyzwanie”. W czasie pokoju tarcza
wisząca w widocznym (i honorowym) miejscu, informowała: „Ten zamek jest
dziedzicznym domem rodu de Berry”.

Nie bez znaczenia było też, że płaska powierzchnia tarczy znakomicie
nadawała się do naniesienia na nią malunku. Kształt tarczy dawał się łatwo
malować na innych płaskich powierzchniach, dawał się haftować na tunikach,
płaszczach, wamsach i kropierzach końskich.

W heraldyce tarcza herbowa jest podstawowym elementem herbu, jedynym,
bez którego herb nie może istnieć. Herb złożony wyłącznie z tarczy
herbowej – a są takie – nazywa się herbem prostym lub niepełnym. Aby herb
nazwać można było złożonym lub pełnym (a takich heraldyka zna
nieporównanie więcej), musi on posiadać jeszcze co najmniej jeden z
poniżej wyszczególnionych elementów. Lub wszystkie. Ciekawostka
lingwistyczna: nazwa tarczy we wszystkich językach zachodnioeuropejskich
wywodzi się od germańskiego „Skild” (Schild) – stąd shield, scutum, escu
(ecu), escutcheon, scudo, escudo. Istniało jednak również w niemieckim
zapomniane i niejasnego pochodzenia słowo „Tartsche”. Od tego pochodzi
francuskie określenie małej tarczy (targette), współczesne angielskie
słowo „target” – i nasza tarcza, która w polskim wyparła i zastąpiła
słowiański „szczyt”, wciąż używany np. w rosyjskim i czeskim.

HEŁM

Hełm, podkreślający przynależność nosiciela herbu do „kasty
wojowników”, opiera się na górnej krawędzi tarczy, najczęściej (ale nie
zawsze) en face, frontem do patrzącego. Niekiedy hełmów jest więcej niż
jeden – oznacza to, iż nosiciel herbu należy do szlachty wyższej,
arystokracji.

Kształty heraldycznych hełmów były przeróżne – stosownie do panującej
mody i stylu w sztuce. Nie zawsze są to hełmy, zdarzają się i inne
nakrycia głowy.

Słowo wywodzi się od germańskiego „Helm” (heaume, helmet, elmo),
wyparło z języka polskiego rdzenny słowiański „szłom” (nadal używany w
rosyjskim), szyszak i łebkę. W dzisiejszym czeski hełm to „prilba” – czyli
przyłbica, słowo w dawnej polszczyźnie również oznaczające hełm, zwłaszcza
wyposażony w ruchomą zasłonę twarzy. W dzisiejszym potocznym polskim
często – a absolutnie mylnie – „przyłbicą” nazywa się właśnie ową część
hełmu.

rys2KLEJNOT

Klejnoty (szczyty, zwieńczenia) herbowe zaczęto umieszczać na hełmach
rycerskich w wieku XIII, w okresie największej popularności hełmów
garnczkowych, znakomicie nadających się jako „oparcie” dla wszelakich
ozdób. Tradycja takiego przystrajania się jest jednak znacznie starsza –
od momentu wynalezienia hełmów (a było to zapewne bardzo, bardzo dawno
temu) z upodobaniem noszono na nich pióropusze, skrzydła, kity, rogi itp.
Godła noszone na hełmach garnczkowych średniowiecznych rycerzy miały też
znaczenie praktyczne – znak umieszczony na hełmie rycerza siedzącego na
bojowym koniu był doskonale widoczny nawet z dużej odległości i ułatwiał
orientację w zamieszaniu bitewnym. Rychło dekoracja na hełmie stała się –
jak herb – osobistym godłem danego rycerza, a na hełmach zaczęto
instalować przepyszne, wielkie, ciężkie – a niekiedy straszliwie dziwaczne
– konstrukcje. Konstrukcje te okazały się kłopotliwe w prawdziwych bitwach
– rycerz ucapiony za „dekorację” łatwo zlatywał z kulbaki na ziemię. Coś
takiego przydarzyło się Stefanowi z Blois, królowi Anglii. Dlatego w
prawdziwej walce klejnoty hełmowe szybko wyszły z użycia. Były jednak
bardzo popularne na turniejach – ich przepych pasował do atmosfery
połączonego z pokazem mody festynu, jakim był turniej – poza tym, na
turniejach walczono uczciwie, nikt nikogo nie capił za klejnot. Hełmy
turniejowe były potężnymi, prawie całkowicie zamkniętymi garami (nieraz
przekraczały wagą 10 kg). Mocowano je do zbroi bardzo solidnie, dlatego
wybudowana na ich szczycie dekoracja nie stanowiła utrudnienia, a
ułatwiała heroldom i publice identyfikację zawodników. Podnosiła też
status rycerza i sugerowała (często oszukańczo) jego bogactwo. Dekoracja
hełmu była na turniejach wręcz obowiązkowa – pisze o tym Roi Rene w swej
„Livre des Tournois”. Wkrótce taka dekoracja – nazwana „klejnotem” lub
„szczytem” – weszła na stałe do heraldyki.

Klejnot lub szczyt herbowy (Kleinod, Helmzier, crest) najczęściej
odpowiada treścią i kolorystyką głównemu elementowi graficznemu (figurze,
znakowi) widniejącemu na tarczy herbowej, ale nie zawsze tak jest.
Niekiedy klejnot stanowi graficzny symbol czegoś, czego na tarczy w ogóle
nie ma – np. polski herb Jelita (w tarczy trzy skrzyżowane kopie) w
klejnocie ma pół kozła. W heraldyce polskiej zamiast klejnotu często
umieszcza się w szczycie hełmu tylko pęk piór strusich lub pawich.

W języku polskim (i w literaturze) utarło się potocznie – acz z
punktu widzenia heraldyki absolutnie błędnie – utożsamiać herb szlachecki
z „klejnotem”.

LABRY

Godła herbowe, jak już wiemy, często noszono nie tylko na „żelazie
tarczy”, ale i „na tkaninie”. Płaszcz lub tunika rycerza, jak również
okrywający jego rumaka kropierz ozdabiane były przedstawiającym herb lub
klejnot haftem, zwykle utrzymane były też w kombinacji kolorystycznej
zgodnej z barwami herbu lub jego barwy dominującej. Od takiego ozdobionego
herbem stroju wywodzi się angielska heraldyczna nazwa herbu: coat of arms.

Największą popularność „rycerskich tekstyliów” przyniosły wyprawy
krzyżowe, jako że klimat Ziemi Świętej zmusił krzyżowców do osłaniania
pancerzy tkaniną, zapobiegającą rozgrzewaniu się blach i chroniącą konia
przed kurzem. Tkaniny noszone w tym celu na hełmie (skopiowane z
muzułmańskich zawojów) nazywamy labrami (z niem. Laubwerk). Heraldyka
zachodnia stosuje nazwy: Helmdecke, couvertures, lambrequins lub mantling.

Zdobiące hełm labry winny być przedstawiane w herbie jako „rozwiane w
szarży”, stąd zwyczaj rysowania ich w fantastycznych i wymyślnych
zawijasach i esach-floresach – styl rozpowszechniony zwłaszcza przez
barok.

KORONA

W heraldyce każdy herbowy hełm musi być ozdobiony koroną. Nie oznacza
to, że nosiciel herbu jest królem, ani tego, że od króla ród swój wiedzie.
Chodzi tu wyłącznie o graficznie płynne przejście od hełmu do klejnotu – w
heraldyce nic nie może „wisieć w powietrzu” – dlatego klejnot „wyrasta” z
położonej na hełmie korony. Najczęściej jest to tzw. „korona hełmowa”
(Helmkrone), przysługująca całej szlachcie.

Istnieją jednak korony specjalne, określane jako „hrabiowska”,
„baronowska”, „mitra książęca”. Takie korony reguły oparte są na górnej
krawędzi tarczy herbowej z pominięciem hełmu i faktycznie sygnalizują
tytuł arystokratyczny właściciela herbu.

Nie zawsze łącznikiem między hełmem a klejnotem jest korona – w
hełmach ozdobionych labrami bywa to niekiedy tzw. nałęczka lub pątlik
(Wulst), zgrubienie powstałe w wyniku zrolowania (w kształt wianka)
tkaniny labrów. Jest to bardzo częste w heraldyce włoskiej.

Miały herby i inne, mniej popularne elementy. Tłem do umieszczenia
tarczy herbowej bywał tzw. „płaszcz” lub „namiot”. Tarczę podtrzymywały
„figury” (postacie), stojące – aby to wszystko nie wisiało w powietrzu –
na „murawie”. Na tejże murawie, pod tarczą i stopami postaci
podtrzymujących układano „trofea”. Na malowniczo rozwiniętych wstęgach
umieszczano teksty: dewizę herbową (zawsze pod tarczą) i zawołanie
bojowe, cri de guerre (zawsze nad tarczą).

KOLORY, CZYLI TYNKTURY HERBOWE

Podstawą heraldyki są kolory herbowe – rycerz zawsze walczył „w
barwach”. Pojęcie to przetrwało w większości języków do dziś – mówimy, że
ktoś „gra w barwach Manchester United”, bo koszulki dzisiejszych
piłkarzy to nic innego, jak dawna rycerska tradycja, podyktowana zresztą
względami absolutnie praktycznymi – barwa (kompozycja barw) jest najlepiej
widocznym i rzucającym się w oczy wyróżnikiem „przynależności” do danej
drużyny czy grupy – formalnej lub nieformalnej. „Colours” to w języku
angielskim sztandary państwowe i pułkowe. W slangu amerykańskim
wypacykowane groźnymi symbolami kurtki Hell’s Angels zwą się „colors”.

Kolory heraldyczne (od łacińskiego tinctura heraldica) nazywami
tynkturami (rzadziej: powłoką, emalią lub szmelcem). Tynktur jest
niewiele, a dzielą się one na trzy podstawowe grupy: barwy (farby), metale
(kruszce) i futra.

Barwy są cztery – czerwona (zwana gueules lub gules, słowo pochodzi z
języka perskiego), błękitna (azur), zielona (vert albo sinople) i czarna
(noir lub sable). Heraldyka średniowieczna nie znała żadnych odcieni ani
barw innych niż wymienione. Powtarzam: żadnych. Było tak przynajmniej do
czasu, gdy heraldyka straciła swe znaczenie militarne. Gdy herby były już
tylko malowanymi na drzwiach karet ozdobami, dołączono barwy: purpurową,
oranżową, ciemnoczerwoną, brunatną, szarą i „naturalną”. Barwą „naturalną”
malowało się na tarczach np. postaci ludzi i niektórych zwierząt, drzewa,
rośliny, mury, budynki itp.

Metale były i są tylko dwa: złoto (or) i srebro (argent). Do
malowania herbów nie używa się żadnych „sreberek” ani „pozłotek” – złoto
maluje się farbą jaskrawo żółtą, a srebro – śnieżnobiałą. Ale – uwaga! –
heraldyka nie zna pojęć „żółty” ani „biały”. Nasz polski herbowy orzeł w
języku potocznym może być nazwany białym – w heraldyce będzie to zawsze i
nieodwołalnie orzeł srebrny, jego tynktura jest metalem, nie barwą.

Furta są cztery – gronostaj (hermelin lub ermine), kuna (fouine),
soból (zibelin) i łasica (vair). Są dość rzadkie na tarczach herbowych,
występują głównie we Francji (np. herb książąt de Rohan i hrabiów de
Boquoy), w Niemczech (herb hrabiów Pappenheimów) i w Anglii (herb
Uniwersytetu Cambridge, na bazie królewskiego herbu założyciela uczelni,
Henryka VI Lancastera). Częściej występują futra jako podbicie
uzupełniających herby „płaszczy” lub „namiotów”. Gronostajem, dla
przykładu, podbite są płaszcze herbów królewskich i książęcych, a także
płaszcze herbowe hiszpańskich grandów.

Podstawowa reguła heraldyki głosi, że w tynkturach tarczy herbowej
barwy nie wolno „kłaść” na barwę, metalu na metal, a futra na futro.
Znaczenie tej reguły jest oczywiste – chodziło o czytelność i
widoczność. Znak czarny na tle żółtym (złotym) jest o niebo czytelniejszy
niż niebieski na czarnym czy żółty na białym. Co ciekawe, nowoczesne
badania potwierdziły, że układy barw zgodne z powyższą regułą stanowią
kombinacje najbardziej czytelne i widoczne z największych odległości.
Dlatego zgodnie z regułą heraldyczną są na całym świecie tablice
rejestracyjne samochodów, większość znaków drogowych, drogowskazy, tablice
informacyjne itp. Zgodnie z tą regułą są też przemyślane reklamy i znaki
handlowe (McDonald, Coca Cola).

SZRAFOWANIE

W czasach, gdy istniał już druk, ale trudno było jeszcze mówić o
poligrafii, wierne oddanie kolorów było sprawą praktycznie niemożliwą lub
potwornie drogą, a to komplikowało życie wydawcom herbarzy – jakże
przestawić herb i jego tynktury, skoro obrazek jest czarno-biały? W XVII
wieku heraldycy Sancta i Colombiere wymyślili metodę zwaną szrafowaniem
(od niem. Schraffierung – kreskowanie). Pole tarczy gęsto zakreskowane
liniami pionowymi oznaczało barwę czerwoną, poziome kreski: barwę
błękitną, prawoskośne: zieloną, a kratka czarną. Pole srebrne pozostawało
białe, złote było zakropkowane. Szrafowanie obowiązuje do dziś – za jego
pomocą ilustruje się herbarze, encyklopedie itp. – wszędzie tam, gdzie
poligrafia zmusza do druku czarno-białego. Przykład szrafowania pokazuję w
dalszej części, na rys. 3A, i w części końcowej, przy okazji podania
przykładu opisywania herbów, które to opisywanie zwie się „blazonowaniem”
(z franc. „blason”, znaczącego: herb, tarcza herbowa).

ELEMENTY TARCZY HERBOWEJ

Tarcza herbowa „czysta”, na której jeszcze niczego nie wymalowano,
posiada tylko tzw. „dno”. Na owym dnie umieszcza się dwa rodzaje „figur”
(z łac. figura: kształt): figury heraldyczne (ang. ordinaries) i figury
zwykłe (ang. charges). Niekiedy tarcza nie ma figur heraldycznych, a
jedynie figury zwykłe na jednobarwnym dnie (słynie z tego np.
średniowieczna heraldyka polska, będąca w heraldyce europejskiej czymś
zupełnie wyjątkowym). Jeszcze rzadziej zdarzają się tarcze w ogóle
pozbawione figur – są całe jednolitej tynktury (tzw. tarcze proste, ledige
Schilde). Taki jest przykładowo herb włoskiej rodziny Bondinellich, mający
tarczę jednolicie złotą, lub polski herb Czerwnia (tarcza jednolicie
czerwona).

Najczęściej jednak tarcza zawiera zarówno figury heraldyczne, jak i
zwykłe.

FIGURY HERALDYCZNE

rys3Tworzy się je przez podzielenie dna tarczy na powierzchnie mniejsze,
zwane „polami”. Podział polega na przeprowadzeniu przez tarczę jednej lub
kilku linii (najczęściej) prostych i (najczęściej) od jednej do drugiej
krawędzi tarczy. Najczęstsze (daleko nie wszystkie) figury heraldyczne i
ich fachowe nazwy podaję na rys. 3.

Warte odnotowania jest, że bordiura, czyli obramowanie tarczy (rys.
3-12) stanowi wyjątek od reguły „barwa nigdy na barwę, kruszec nigdy na
kruszec”. Złote np. pole tarczy może być obramowane srebrem, pole
błękitne może mieć np. bordiurę czerwoną.

Kilka wyjaśnień należy się figurom zwanym „pasami” i „słupami”.
Klasyczny pas, przestawiony na rys. 3-14, dzieli tarczę na trzy pola o
równej szerokości. W angielskim nazywa się to „fess” (od łac. fascia).
Jeżeli „fess” umieszczony jest przy górnej krawędzi tarczy, nazywa się to
„głową” (ang. „chief”. wł. „capo”. rys. 3a-10).

rys3aNiekiedy zdarza się, że pas nie dzieli tarczy na trzy równe części,
ale jest wąski, wyraźnie węższy od pozostałych pól. Ma to miejsce wówczas,
gdy w rozdzielonych pasem polach trzeba „zrobić miejsce” na inne figury
(rys. 3a-2) lub jeśli pasów jest więcej (rys. 3a-3). Takie wąskie pasy
Anglicy nazywają „bars”. W polskiej terminologii heraldycznej nie
różnicuje się nazw, są to zawsze „pasy”, niezależnie od szerokości.

O pasie (i słupie) mówimy wówczas, gdy ma on tynkturę wydzieloną z
jednolitego dna (np. w polu srebrnym pas czarny), czyli wtedy, gdy tarcza
ma dwie tynktury. Jeżeli podzielona tarcza ma trzy tynktury, mówimy o
tarczy trójdzielnej (rys. 3a-4) lub o tarczy dwuściętej (rys. 3a-5). Na
rysunku 3a-4 mamy np. przestawioną (metodą szrafowania) tarczę, w opisie
(blazonie) której nie mówimy o „słupie czarnym”, ale o „tarczy
trójdzielnej, I-pole srebrne, II-czarne, III-złote”.

Powyższe dotyczy w całej rozciągłości także pasów ukośnych, w ang.
nazywanych „per bend (sinister lub dexter)”.

FIGURY ZWYKŁE

Na polach utworzonych przez figury heraldyczne umieszcza się
zazwyczaj tzw. figury zwykłe. Obowiązują dwie niezłomne zasady:

I. figura musi ładnie „leżeć” w polu i w miarę możności je
„wypełniać”;

II. figura nigdy nie może dotykać skraju tarczy.

Trzecia zasada (którą jednak łamie się wcale często) głosi:

III. stroną honorową herbu jest dexter, strona „heraldycznie prawa” –
figura zatem powinna „patrzeć” (być zwrócona) w prawo.

Reguła I mówi o tym, by figura „leżała w polu i je wypełniała”. Łatwo
zrozumieć, co to znaczy i jak jest w heraldyce realizowane, patrząc np. na
herb Warszawy – jak „elegancko” ułożona jest w polu syrena. Zdarzają się
jednak figury, z którymi – pomimo ich stylizacji graficznej – nie jest tak
łatwo. Heraldyka stosuje wówczas dwa zabiegi:

a. W polu tarczy układa się kilka identycznych figur w określonej
konfiguracji (np. jedna za drugą). Z uwagi na prastarą, związaną z
najdawniejszymi wierzeniami symbolikę magiczną, figury są
najczęściej trzy. Mówimy wówczas o tarczy „obłożonej”. Tarczę
obłożoną lwami i sercami ma np. herb Królestwa Danii – stąd tytuł
powieści fantasy „Trzy serca i trzy lwy” Poula Andersona. Żadna z
figur obłożenia nie ma prawa dotykać skraju tarczy.

b. W polu układa się dużo figur ułożonych we wzór – wygląda to tak,
jak gdyby tarczę wykrojono z tkaniny o określonym deseniu. Taką
tarczę nazywamy „usianą”. Tarczę usianą liliami miał np. dawny
herb Francji. Takie „wykrojenie z tkaniny” oznacza jednak, że
skraj tarczy „obcina” fragmenty figur, które z racji desenia
wypadają na skraju. Jest to dopuszczalne – jako jedyny wyjątek.

Figurą zwykłą może być praktycznie wszystko – wizerunek zwierzęcia,
zwierzęcia bajkowego (lub jego fragment), postać ludzka (lub jej
fragment), roślina, przedmiot, broń, figura geometryczna, znak lub symbol,
a nawet całe sceny – iście komiksowe. Na rys. 4 pokazuję niektóre typowe
figury (znaki) herbowe i podaję ich fachowe nazwy. Niektóre z figur
wymagają jednak bardziej szczegółowego wyjaśnienia i podania reguł
dotyczących umieszczania ich na herbach.

rys4Róża

W heraldyce jest symbolem piękna i honoru. Najsłynniejsze w historii
były róże Yorków (biała) i Lancasterów (czerwona) i rozpętana między nimi
krwawa Wojna Dwóch Róż. Warto jednak wiedzieć, że obie te róże, choć miały
kształt heraldyczny, nie były herbami, lecz emblematami, godłami (badge)
obu tych stronnictw i ich sprzymierzeńców. Badge od herbu różni się tym,
że może występować bez tarczy, np. jest kładziony na tuniki i liberie
żołnierzy i służby. Herb, jak pamiętamy, nie może istnieć bez tarczy, a
nosić go może jedynie właściciel.

Kładąc kres Wojnie Róż, Tudorowie przyjęli jako emblemat dynastii
różę biało-czerwoną, symbol pojednania. Tak jak w Szkocji oset, a w
Irlandii koniczynka, róża po dziś dzień jest emblematem Anglii.
Emblematem, czyli badge. Nie herbem!

Ale w herbach wielu znanych rodów (np. włoscy Orsini, czeski ród
Witkowców) róża również występuje.

Jak wiele podobnych figur, róża może zajmować całą tarczę herbową lub
jej pole, ale często układa się je po trzy (pradawna magiczna symbolika
trójki), np. u góry dwie, u dołu jedna. Taki herb opisuje się
(blazonuje) następująco: „trzy róże, 2,1”. Częste są też trzy róże „w
rzędzie” (szeregu).

Licznie występują róże także w polskich herbach (np. Poraj, Doliwa,
Niekrasz, Krzyżoróż itp.).

O tym, jakiej tynktury jest herbowa róża, decyduje kolor płatków.
Punkt „centralny” róży heraldycznej zwykle bywa złoty.

Lilia (fleur de lys, flory)

Spotykana w heraldykach całej Europy, zawsze była jednak związana z
Francją – już od czasów Galów i Merowingów. Złote lilie w błękitnym polu
były herbem Królestwa Francji od XII wieku. Początkowo było to błękitne
pole „usiane” liliami, później (za Karola V) zmieniono układ heraldyczny
na trzy lilie, 2,1. Rozmaitych formacji heraldycznych lilii używało we
Francji około 6000 (!) rodzin szlacheckich. We Włoszech lilią pieczętowali
się m.in. florenccy Pazzi, ród wyniszczony w skutek nieudanego spisku
przeciwko Medyceuszom. Od Pazzich rzekomo wywodzili się polscy Pacowie,
również noszący lilię w herbie Gozdawa.

W heraldyce polskiej dużo jest lilii (oprócz Gozdawy: herby Pietyróg,
Bonarowa, Kierdeja i inne). Uważa się, że „zalew” lilii w polskiej
heraldyce zaczął się za Ludwika Węgierskiego, który pochodził z dynastii
Andegawenów (Anjou) i przeprowadzając masowe nobilitacje przydzielał nowo
upieczonym rycerzom elementy własnego herbu. Jako symbol czystości ciała i
ducha przyjęło heraldyczną lilijkę harcerstwo.

Nałęczka

Choć kojarzy się z herbem i licznymi legendami herbowymi znamienitego
polskiego rodu Nałęczów (Ostrorogów, Szamotulskich, Czarnkowskich,
Gorzeńskich), znana jest dobrze w heraldyce europejskiej jako „węzeł
miłosny” (noeud d amour, love knot) i symbolizuje oczywiście „zakład
miłości”, szarfę, wstęgę, chusteczkę itp. otrzymywaną przez rycerza od
damy jego serca. Kojarzono ją też z chustą Marii Magdaleny. Mają ją w
herbie włoscy Visconti.

Raut (lozenge)

Zwany też jest kwadratem ukośnym – ale nigdy rombem! Heraldyka ma
własną terminologię, nie wolno bezkrytycznie stosować tu pojęć z geometrii
Euklidesowej!

Rautami często „obkładano” lub „obsiewano” (de Rohanowie) tarcze
herbowe. Jeden raut widnieje w polskim herbie Okno.

Kula (Kugel, roundel, plate, palla)

Jeżeli jest złota, blazowana jest zwykle jako „bizant” – od złotej
monety bizantyjskiej, w średniowieczu symbolu bogactwa i dobrobytu. Zwana
też bywa niekiedy „misą”. Sześć kul widniało w herbie rodu Medyceuszów,
stąd pochodziło też ich słynne zawołanie bojowe: „Palle!”

Kule występują w wielu herbach polskich, np. Dalibor, Limont, Klot.

Merleta (merlette, martlet, Turmschwalbe)

Pierwowzorem tego ptaszka były zdaniem niektórych heraldyków
jaskółki, z upodobaniem gnieżdżące się w basztach rycerskich zamków. Na
bazie merlety (z zachowaniem pozycji) zaczęto później ozdabiać tarcze
herbowe bardziej „realistycznymi” podobiznami różnych ptaków (np. Kruk w
herbie Ślepowron vel Korwin, którym pieczętowali się m.in. Krasińscy,
Kossakowscy i Gosiewscy).

Gwiazda (estoile) i molet (mullet)

Gwiazda to prastary symbol boskiego natchnienia i ambitnego celu
(stella antecedebat, gwiazda przewodnia), także atrybut Wielkiej Bogini i
bóstw morskich (stella maris). Warto wiedzieć, że w heraldyce za gwiazdy
uważa się zazwyczaj tylko te o sześciu lub więcej ramionach. Gwiazda
pięcioramienna nie jest gwiazdą, lecz tzw. moletem, czyli kółkiem ostrogi.
Niekiedy, aby uniknąć mylenia gwiazdy z „kółkiem ostrogi” to ostatnie
zaopatruje się w centralną „dziurkę”.

Gwiazda sześcioramienna jest elementem niezliczonych herbów polskich
(Leliwa, Sas, także herby Giegudów, Wiśniowieckich i in.). Jest to
podstawowa gwiazda heraldyczna. Jeśli jakiś opis (blazon) herbu mówi sucho
o „gwieździe”, oznacza to, że jest to gwiazda sześcioramienna. Jeśli
gwiazda ma więcej ramion, blazon herbu musi to uwzględnić.

Półksiężyc (lune croissant, crescent)

Symbol prastary, odnoszony do kultu Magna Mater, Asztarte, Izydy i
Diany, do heraldyki europejskiej trafił i upowszechnił się jednak dopiero
po krucjatach. Na tarczach herbowych rysuje się półksiężyc w pozycji
pionowej lub poziomej, barkiem w górę lub w dół.

Jako godło Osmanów (potem całego islamu), półksiężyc często spotykany
jest w herbach narodów stale walczących z Turkami – zwłaszcza Węgier i
Polski. Z naszych herbowych półksiężyców najbardziej znany jest herb
Leliwa, noszony przez m.in. Tarnowskich, Melsztyńskich, Czapskich,
Tyszkiewiczów, Morsztynów, a także herby Szeliga i Ostoja, oraz Korybut
Wiśniowieckich. Maleńki półksiężyc między ramionami podkowy widnieje też w
jednym z zabawniejszych „klejnotów” wymienionych w sienkiewiczowskiej
„Trylogii”: w herbie Miesiąc Zatajony, noszonym przez pana Snitkę.

Blanki (Burg, crenelage)

W zasadzie nie jest to figura zwykła, lecz heraldyczna – najczęściej
bowiem wycięta w kształt blanków muru obronnego bywa linia poziomo
„ścinająca” tarczę (rys. 3-2). Od momentu wprowadzenia do heraldyki
barwy „naturalnej” dolne pole takiej ściętej tarczy ucharakteryzowano na
„mur” – z wzorem cegieł, niekiedy dodając „bramę” i często wzbogacając
rysunek „wychylającymi” się zza muru lub z bramy postaciami (figurami).
Takie blanki widzimy w herbach wielu miast, mają je też w tarczy polskie
herby Odwaga (tzw. mur Konopackich) i Zaremba, a także Grzymała, którą
pieczętowały się m.in. rody Dzierżanowskich, Kazanowskich, Grudzińskich i
Ostrowskich.

Ciekawostka z zakresu terminologii heraldycznej: jeśli blanki są na
linii pochyłej, tworzącej tarczę prawo lub lewo ukośnie ściętą (rys. 3-4),
coś takiego blazonuje się jako „mur walący się prawo (lewo) ukośnie”.

Jako figura bardziej heraldyczna, niż zwykła, blanki mogą – i
zazwyczaj dotykają skraju tarczy.

Krzyż (croix, cross)

Oprócz przedstawionych na rysunku, heraldyka zna blisko 300 rodzajów
krzyży. Jeśli krzyż dotyka krawędzi tarczy herbowej, stanowi figurę
heraldyczną (rys. 3-20, 21, 22), jeśli krawędzi nie dotyka, jest figurą
zwykłą.

Symbolika krzyża zda się być oczywista: symbol Męki Pańskiej i wielu
świętych , później zaś godło papieży, krzyżowców, zakonów rycerskich…
Nie zapominajmy jednak, że krzyż jest symbolem o wiele starszym niż
chrześcijaństwo i na wiele tarcz herbowych zawędrował prostą drogą od
pradawnych symboli słońca i innych znaków kultowych i „totemicznych”
starożytnych Celtów, Germanów, Galów itp. To samo można powiedzieć o
krzyżach w herbach polskich. Przeważają tu krzyże kawalerskie, wykazujące
zadziwiające podobieństwo formy do krzyża celtyckiego. Dawne herbarze
lubiły określać herby „z krzyżykiem” jako najstarsze, powstałe „za Mieszka
i Bolka Chrobrego”. Mniemano, iż do „pogańskiego” godła rodowego lub
plemiennego danego woja dodawano krzyż na znak, iż woj ochrzcił się,
porzucił Swaroga czy innego Dadźboga na rzecz – jak to mówi Antoni
Gołubiew – Kyryi Krysti. Może i bywało tak, ale nie ulega kwestii, że
krzyże widniały w słowiańskich znakach plemiennych i rodowych na długo
przed przybyciem na ziemie Polan Dąbrówki z Czech i Chrystusa z Rzymu.
Krzyż jest elementem niezliczonych herbów polskich, zarówno jako figura
zwykła, jak i (w herbach późniejszych) heraldyczna.

ZWIERZĘTA HERALDYCZNE JAKO FIGURY ZWYKŁE

rys5Z reguły chodzi o stworzenia wzbudzające respekt – orły, lwy,
niedźwiedzie, dziki, także gryfy, smoki, jednorożce itp. Prezentuje się je
zawsze w ściśle określonej stylizacji.

Stylizacja heraldyczna orła jest wszystkim doskonale znana – dla
przypomnienia wystarczy sięgnąć do portmonetki i spojrzeć na stronę monety
przeciwną do reszki. Od razu widać, że ptak wystylizowany jest tak, by
wypełnić pole tarczy, ale go nie dotykać (reguły I i II) – rozpostarte
skrzydła i rozwarte szpony, centralna głowa i zwężający się ku dołowi ogon
– wyraźnie widać, którędy przebiega oś figury i jak proporcjonalnie orzeł
jest według tej osi skonstruowany. Stylizacja pozwala mu równie pięknie
prezentować się na okrągłej monecie jak i na piastowskiej, gotyckiej
tarczy.

Jeśli orzeł ma jedną głowę, jest ona zawsze zwrócona („patrzy”) w
prawo (reguła III). Jeśli głowy są dwie, patrzą w przeciwne strony. Aby
nie psuć stylizacji orła, najczęściej umieszcza się go albo na pełnym (nie
dzielonym) dnie tarczy (vide herby wielu państw), albo na mniejszym,
środkowym polu (rys. 3-10, 11). Na tarczach dwudzielnych (rys. 3-1)
pionowa linia podziału dzieli niekiedy orła na pół (takie dwa
przepołowione orły przedstawia herb Wrocławia). Natomiast w polach tarcz
ściętych (rys. 3-2) i w „głowach” tarcz (in chief) orły są silnie
rozciągnięte „wszerz”.

UZBROJENIE ZWIRZĄT HERALDYCZNYCH

ZWIERZĘ POLE UZBROJENIE
złote czerwone błękitne
złote każde inne srebrne
srebrne błękitne albo czarne czerwone
srebrne każde inne złote
czerwone złote błękitne
każde inne złote czerwone
czerwone srebrne błękitne
każde inne srebrne czerwone

Orzeł (jak każde zwierze heraldyczne) jest „uzbrojony”. Uzbrojeniem
herbowym orła są szpony, dziób i język. Nasz polski (srebrny) orzeł jest
uzbrojony złotem. Jest to wymóg heraldyki. Inne tynktury orłów (i
wszystkich innych zwierząt heraldycznych) wymagają innej tynktury
uzbrojenia, zależnej także od tynktury pola tarczy (tła). Reguły
przedstawiam w powyższej tabeli, a są to reguły tak sztywne, że w opisie
(blazonie) herbu kolor uzbrojenia pomija się – wiadomo, że zwierzę
uzbrojone jest tak, jak tego żąda reguła.

Uwaga: nie należy mylić pojęcia „uzbrojenia” zwierząt heraldycznych z
przedmiotami (często bronią), które zwierzęta trzymają w łapach.
Zwierzętom herbowym często „wręcza” się do łap różne przedmioty – lew w
herbie Królestwa Norwegii trzyma w łapach topór, wiele orłów (m.in. dawny
polski) dzierży w szponach berło itd. Trzymany przedmiot nie jest z punktu
widzenia heraldyki „uzbrojeniem” i nie musi podlegać regułom podanym w
powyższej tabeli.

Kolejnym popularnym zwierzęciem heraldycznym jest lew. Znamy go
dobrze z wielu godeł i herbów państwowych. W odróżnieniu od orła lew
posiada (jak i inne czworonogi) nie jedną, lecz kilka poddanych ścisłym
regułom pozycji heraldycznych. Najczęściej jest to poza groźna,
imponująca: lew atakuje – wznosi się na tylnych łapach, przy czym prawą
„wykracza”. Przednie, uzbrojone pazurami łapy ma uniesione do ataku,
przy czym prawą wyżej. W rozwartej paszczy widać „uzbrojenie” – kły i
ozór. Taki lew zwie się lwem wspiętym (rampant). Jest to podstawowa
pozycja – jeśli blazon herbu mówi sucho o lwie, z pewnością jest to lew
wspięty. Widzimy takiego m.in. w herbie Czech (dziś znowu w koronie, bez
nasadzonej mu przez komunistów absolutnie nieheraldycznej gwiazdy),
Królestwa Niderlandów, Belgii, Luksemburga, Królestwa Norwegii,
Finlandii. Taki lew widnieje również m.in. w herbach Baudouinów de
Courtenay i rodziny Eksnerów. Jako znak firmowy przyjęła go firma Peugeot
– widnieje na maskach samochodów.

Drugą ważna pozycją heraldyczną lwa (i innych czworonogów) jest „lew
kroczący” – pozycja dla czworonoga naturalna. Zwierz dostojnie kroczy,
przy czym „wykracza” wysoko prawą łapą (noga). Takie lwy widzimy m.in. w
herbie Królestwa Danii i w herbie hrabiów Stauffenbergów. Lew heraldyczny
ma jednak też specjalną, właściwą tylko sobie pozycję: kroczy, ale jest en
face, oczy ma zwrócone ku patrzącym na herb. Taki lew nazywany jest
„patrzącym” (guardant), a częściej „lampartem” (leopard, levhart).
Lamparty widnieją w herbie Anglii (I i IV pole herbu Zjednoczonego
Królestwa). W heraldyce polskiej spotyka się jednak niekiedy innego
lamparta – coś w rodzaju „lwa bez grzywy”, w klasycznej pozycji wspiętej,
patrzącej w prawo – taki jest np. herb rodu Firlejów: Lewart.

Istnieją jeszcze lwy „śpiące” (dormant), „siedzące” i „wstecz
patrzące”. Używa się też w herbach samej tylko głowy lwa (np. Zadora
Lanckorońskich).

Do popularnych figur heraldycznych należy też gryf, zwany też
„inogiem” – pół lwa, pół orła. Gryfa przedstawia się z reguły wspiętego.
Taki widnieje np. w polskim herbie Gryf vel Świeboda, noszonym przez
główną gałąź rodu Branickich, w herbach Gniewosz i Labor, a także – z
racji na książęcy ród Gryfitów – w herbach wielu miast pomorskich:
Stargardu, Gryfic, Sławna, Tczewa. Heraldyczną głowę gryfa (np. herb
Szczecina) staropolskie herbarze nazywają niekiedy „Kurem”.

Zgodnie z podręcznikiem Warhammera, wspięty gryf trzymający w łapach
nadziak jest herbem Imperium.

Jednorożec jest zwykle wspięty – taki widniał w herbie Szkocji,
później król Jakub I Stuart dodał go do herbu Wielkiej Brytanii jako
figurę podtrzymującą. Widzimy też takiego w polskim herbie Bończa, którym
m.in. pieczętowała się rodzina Fredrów i ród Chmieleckich, sławnych
kresowych zagończyków. Jednorożec występuje też w herbach Duszek i Krok. W
polskich herbarzach czasem nazywa się jednorożca „goworożcem”.

Niedźwiedzie mogą być wspięte (herb miasta Berlina, godło dawnych
margrabiów brandenburskich) lub kroczące (mój własny herb, Rawicz,
przedstawiający pannę jadącą na niedźwiedziu).

Smoki i bazyliszki heraldyczne przedstawiane są różnie – jeśli są
beznogie (wężopodobne), wiją się na tarczy jak krocionogi. Taki widnieje w
herbie włoskich Sforzów, a także Torellich, od tych ostatnich przeszedł
wraz z indygenatem do polskiego herbu Ciołek-Torelli. Inne smoki mają po
dwie nogi, skrzydła i ogon zakręcony w precel (herb rodu Lackich). Jeśli
zaś – jak klasyczne smoki w fantasy – mają cztery nogi, są wspięte lub
kroczące (jak dzisiejszy herb Walii, Czerwony Smok, legendarne godło Utera
Pendragona i król Artura).

Kozły bywają kroczące (polski herb Wieruszowa) lub wspięte, jelenie i
lisy wspięte (ród Flemmingów). Późniejsze herby preferują „nauralistyczne”
oddawanie wizerunków ww. zwierząt w pozach najbardziej dla tych zwierząt
typowych, np. biegnący lis w herbie rodu von Kleistów (polski herb Klejst)
czy stojący baranek w herbie Junosza (m.in. Bielińskich i Załuskich).

Z dzika najczęściej bierze się do herbu tylko głowę z profilu
(Denhoffowie, Schelmbergowie, Ebertzowie, herb Łukocz), a z wołu (bawołu,
żubra, tura) – głowę en face (Wieniawa Leszczyńskich, Pomian
Łubieńskich). Herb mickiewiczowskich Horeszków, Półkozic, przedstawiał
oślą głowę en face.

Jeśli którejś z ww. zwierząt jest w klejnocie (szczycie) herbu,
zawsze jest wspięte i widoczne (najczęściej) do połowy ciała. Mówi się
wtedy, że zwierzę „wyrasta z korony”. Takie właśnie „pół kozła” widzimy w
klejnocie znanego polskiego herbu Jelita, którym pieczętowali się m.in.
Zamoyscy. Z kozłem tym wiąże się ciekawa (i autentyczna) anegdota.
Kanclerz Jan Zamoyski cieszył się w wielkim poważanie w całej Europie i
wielu władców obcych usiłowało zjednać go sobie, oferując tytuły książęce.
Patriota Zamoyski odmawiał, pomny na ustawy sejmowe, zabraniające
szlachcie polskiej noszenia tytułów, nie chcąc nadto mieć wobec
cudzoziemskich monarchów żadnych niebezpiecznych i dwuznacznych „długów
wdzięczności”. Gdy król Hiszpanii zaoferował mu tytuł księcia wraz z
Orderem Złotego Runa, Zamoyski również odmówił, tłumacząc dowcipnie:
„Lękam się, by się z tym złotym barankiem nie potrykał mój herbowy
kozieł”.

Ptaki (najróżniejsze) przedstawia się na herbach z reguły w ich
naturalnej nieruchomej pozycji, tzn. stojące (Łabędź Duninów) lub
siedzące, ze złożonymi skrzydłami, tak jak merleta (rys. 4-8). Taki jest
też kruk w herbie Ślepowron vel Korwin, taki jest jastrząb w herbie
Ginwiłłów.

Stylizowane ryby często umieszcza się na herbach w parach: poziomo
jedna nad drugą (herb Fiszen), pionowo zwrócone ku sobie lub odwrócone od
siebie.

Wiele, bardzo wiele zwierząt znajduje się na herbach. Absolutnym
szczytem jest polski herb Mol, na którym widnieją… trzy krety. Niezły
jest też herb Dulfus, przedstawiający trzy ślimaki winniczki.

NIEKTÓRE WYBRANE ZADADNIENIA HERALDYKI

HERBY DZIECI Z NIEPRAWEGO ŁOŻA

Do kwestii „dzieci nieślubnych” i „bękartów” podchodzono w
średniowieczu dużo trzeźwiej niż obecnie. Bękart, i owszem, nie miał i nie
mógł mieć żadnych nadziei na herb – a tym bardziej na majątek – ojca,
ale nie hańbiono go i nie dyskryminowano. Nie zapominajmy, że interesujący
nas tu bękarci to nieślubne dzieci szlachty i arystokracji, niekiedy
bardzo wysokiej – wliczając królów i cesarzy. Z reguły taki „wysoko
urodzony bastard” otrzymywał więc po prostu od króla zupełnie inny herb –
najczęściej odmianę herbu ojca utworzoną poprzez zmianę tynktury lub
figury heraldycznej, dodanie (lub odjęcie) figury zwykłej itp.

Tym niemniej, heraldyka zna pojęcie „bastardziego drąga” albo „balku”
(rys. 4-7), przecinającego skosem lub „zawieszonego” w tarczy herbowej
nieprawego potomka. Miał coś takiego w herbie słynny Eugeniusz Franciszek
książę Sabaudii, spłodzony na boku przez księcia sabaudzkiego i Olimpię
Mancini. Bastardzi balk Eugeniusza Sabaudzkiego nie przeszkodził mu w
zasłynięciu na całą Europę jako znakomity wódz i w cieszeniu się
powszechnym szacunkiem.

Znakiem „nieprawego pochodzenia” było też niekiedy obramowanie
(bordiura) tarczy herbowej, po angielsku nazywana „tressure”.

HERBY KOBIET

Szlachetnie urodzone niewiasty miały herby i mogły z nich korzystać.
Dla odróżnienia od herbów „wojennych mężów”, herby kobiece pozbawione były
jednak wszelkich elementów związanych z walką orężną, tak typowych dla
zwykłych, męskich herbów. Nie mogło być mowy o hełmie, klejnocie,
zawołaniu bojowym itp. Sama tarcza herbowa – u mężczyzn dokładnie wszak
imitująca element uzbrojenia defensywnego – u kobiet miała „pokojowy”
kształt rauta (Rys. 4-4) lub owalu. Labry zastępowano bardziej damskimi
atrybutami: wstążkami, girlandami, wieńcami itp. Herb często obramowywano
bordiurą zdobioną kwiatami lilii – w angielskiej heraldyce nazywa się coś
takiego flory within tressure.

W nielicznych przypadkach herby kobiet, posługujących się bronią, nie
różniły się od herbów mężczyzn. Taki herb otrzymała np. Joanna d’Arc,
nobilitowana 29 grudnia 1429 roku. Ciekawostka (mogąca przydać się np.
amatorom malowania historycznych figurek i budowania historycznych
dioram): podniesiona do stanu rycerskiego otrzymała predykat d’Ay, a herb
jej wyglądał następująco: w polu błękitnym między dwiema złotymi liliami
miecz złoty ostrzem w górę, nad nim korona złota.

Warto, by o tym pamiętali gracze w RPG, bo przecież w każdym systemie
kobiety – wzorem Joanny – mogą czynnie wojować, mogą być rycerkami,
paladynkami itp. Należy im się wówczas męski herb, na bojowej tarczy, nie
na owalu lub raucie!

RÓŻNICOWANIE HERBÓW W RAMACH RODU (BRYZURY)

W tym względzie różne były zwyczaje. W Niemczech, dla przykładu, cała
rodzina (jej podstawowa gałąź) miała jeden i ten sam, niczym nie różniący
się herb. Rozgałęzienia drzew genealogicznych załatwiano drobnymi nieraz
zmianami tynktury.

Inaczej było w Anglii, gdzie obowiązywała zasada, że nie mogą istnieć
dwa jednakowe herby, nawet w ramach bliskiej rodziny. Do głównego herbu
miał prawo wyłącznie senior rodu. Dopóki żył, jego potomkowie musieli mieć
różniące się herby. Dotyczyło to także pierworodnego, najstarszego syna,
najbliższego dziedzica tytułu, herbu i majątku.

Sprawy te regulowały tzw. bryzury. W Anglii dotyczyło to absolutnie
całej szlachty i komplikowało życie heraldykom. Istniał cały system
znaczków (marks of cadency), umieszczanych w „głowie” (in chief) tarczy
herbowej. Najstarszy syn nosił herb oznaczony w „głowie” tzw. kołnierzem
turniejowym, drugi syn nosił półksiężyc, trzeci molet (kółko ostrogi),
czwarty merletę, piąty pierścień, szósty lilię, siódmy różę… Uff…

Wymienione znaczki, będące figurami zwykłymi, pokazałem na rys. 4 –
poza rzadszym i używanym głównie w bryzurach kołnierzem turniejowym
(zwanym label lub lambel). Pokazuję zatem kołnierz na rys. 5.

rys5Uważa się, że figura ta wywodzi się od płóciennej ozdoby przypinanej
do tarczy rycerskiej w czasie turnieju.

We Francji było dużo łatwiej: bryzur używała głównie rodzina
królewska. Do francuskich złotych lilii miał prawo tylko panujący
monarcha. Jego bracia i krewni również nosili w herbach lilie, ale używali
bryzur: książę Andegaweński (d’Anjou) miał np. do herbu tradycyjnie
dodawany czerwony kołnierz turniejowy, książę Alencon używał obramowania
(bordiury), książę Orleanu – srebrnego kołnierza. Książęta de Bourbon
nosili na liliach ukośny balk.

Każdy następca tronu francuskiego, zwany Delfinem, nie nosił
natomiast herbu z bryzurą, lecz herb specjalny: w tarczy czterodzielnej, w
I i IV błękitnym polu lilie królewskie, w II i III złotym polu delfin
blękitny uzbrojony czerwienią (w przypadku delfina „uzbrojeniem” są płetwy
i ogon!)

W Hiszpanii istniał natomiast inny ciekawy zwyczaj różnicowania
herbów. W odróżnieniu od całej reszty Europy szlachta hiszpańska silnie
podkreślała pochodzenie nie tylko po mieczu, ale i po kądzieli.
Znajdowało to wyraz w nazwiskach (predykatach). Dla przykładu: „don Pedro
de Vega y Ramirez” oznaczało, że ojciec hidalga zwał się de Vega, matka
zaś – również szlachcianka – pochodziła z rodu Ramirezów. Zwyczaj ten
przeszedł do heraldyki – hiszpański hidalgo dzielił swą tarczę herbową i
umieszczał w niej oba herby – ojca i matki. Niekiedy tarcza była
czterodzielna, by zrobić miejsce także dla herbów dziadków i babek.

HERBY MÓWIĄCE (ARMES PARLANTES)

Niekiedy figury na tarczy herbowej były tak dobrane, by z miejsca
wskazywały na przynależność do rodu, predykat, emblemat rodowy lub
zawołanie bojowe nosiciela. Takie herby i zawołania „mówiły: gwiazda
(Stern) w herbie von Sternbergów, łabędź (Schwan) von Schwanbergów czy
kolumna (colonna) i niedźwiedź (orso) italskich rodów Colonnów i Orsinich
– że podam tylko cztery spośród niezliczonych przykładów. Pomimo licznych
związanych z takimi herbami legend (patrz niżej) rzadko było wiadomo, co
było pierwsze – herb czy nazwisko. Gdy nobilitacje ludzi ze stanu
nieszlacheckiego stały się rzeczą powszechną, często nadawano nowo
upieczonemu „szlachcicowi” herb „mówiący” – nobilitowany mieszczanin
nazwiskiem Hirschberg mógł dostać w herbie jelenia (Hirsch) stojącego na
pagórku.

W heraldyce polskiej, w której herb zawsze nosił nazwę (tzw.
proklamę), sporo herbów jest „mówiących”, ale głównie takich, które mówią
o tym, co namalowano na tarczy herbowej (Topór Ossolińskich, Korab
Łaskich). Mnóstwo herbów „mówiących nazwisko” wniosły natomiast do naszych
herbarzy indygenaty, tj. wydawane przez Sejm akty zatwierdzenia
szlachectwa zasłużonym cudzoziemcom, osiadającym na terenie Polski.
Cudzoziemski szlachcic zachowywał swój herb, ale herb ten dostawał polską
proklamę. Istnieją dla przykładu herby o nazwach Orurk i Odonel (z
indygenatów dla O’Rourke’a i O’Donnella), herb Manuczy (Manuzzi),
Mantejfel (Manteuffel) itp. Niekiedy z obecnego herbu, nazwiska i
predykatu powstawało polskie – często sławne – nazwisko. Przykład: od
indygenatu dla pruskiego szlachcica Karola Loellhoeffela von Lovensprung
wiedzie się herb i nazwisko rodu Lelewelów.

Mówiącymi bywają również herby państw, miast i krain – np. w herbie
Królestwa Hiszpanii w I polu widnieje zamek (castillo), herb Kastylii, w
II polu lew (leo), herb Leonu. A francuskie miasto Lille ma oczywiście w
herbie lilie.

LEGENDY HERBOWE

Któż nie zna legendy herbowej rodu Lusignanów, pięknie opisanej przez
Jeana d’Arras, powtórzonej przez Zofię Kossak-Szczucką? Lusignanowie mają
w herbie Meluzynę – nimfę wodną z rozdwojonym wężowym ogonem. Wedle
legendy taka właśnie zaczarowana rusałka – „ange par la figure, et serpent
par le reste” – pokochała rycerza Rajmunda i wyczarowała dla niego w
Poitou zamek, nazwany Chateau de Lusignan. Choć nie było to szczęśliwe
pożycie (rusałka porzuciła rycerza, on zaś zmarł ze zgryzoty jako
pustelnik) z potomstwa Rajmunda i Meluzyny powstał ród hrabiów Lusignanów.

Legenda robiła takie wrażenie, że kilka innych francuskich rodów
(Rohanowie, Luxembourgowie, Sassenaye) „dopisało się” do niej, choć
przecież własnego pochodzenia wstydzić się nie musieli – w żyłach de
Sassenaye płynęła krew królewska, książęta de Rohan bywali marszałkami
Francji. Ale jednak woleli dowodzić, że „po porzuceniu” Lusignana,
wywędrowawszy w stosowne, zmieniające się wraz z siedzibą rodu okolice
Francji, Meluzyna związała się z ich właśnie przodkiem, protoplastą ich
właśnie rodu. Taka jest moc, siła i urok legendy!

A to, że to tylko bajka i wymysł, nikomu nie przeszkadza. A większość
legend herbowych (w tym i piękne polskie) jest niczym innym, jak czczymi
wymysłami. Szkoda.

PRZYJĘCIE DO HERBU

Bywało praktykowane (gdy np. groziło wymarcie męskiej linii), że
bezpotomny szlachcic adoptował osobę spoza rodu – i udzielał jej prawa na
posługiwanie się swym herbem. W Polsce taki proceder wymagał
bezwzględnie zgody sejmu, w monarchiach absolutnych był przywilejem
władcy. Po Unii w Horodle (1413) król Władysław Jagiełło hurtem
„przydzielił” (nakazał adoptować) do polskich rodów kilkuset litewskich
bojarów, którzy odtąd mogli pieczętować się odpowiednimi polskimi herbami.
Ale sejm w roku 1601 absolutnie zakazał takich praktyk – za samowolną
adopcję i przyjęcie kogoś do herbu polskiemu szlachcicowi groziła utrata
własnego szlachectwa. W wyjątkowych wypadkach i przy poparciu ważnych osób
ze stanu senatorskiego sejm mógł wyrazić zgodę na adopcję. Pamiętamy z
„Ogniem i mieczem”, że o coś takiego ubiegał się Kozak Bohun – chciał, by
adoptował go Zagłoba.

KUPNO HERBU (I SZLACHECTWA)

Jeden z najbardziej rozpowszechnionych i zarazem najbardziej
fałszywych mitów. Jeśli nie dziedziczyło się herbu (naturalnie lub w
drodze adopcji do szlacheckiego rodu), herb można było dostać tylko za
zasługi. Na bardzo różnych polach. Najczęściej bywało to pole bitewne –
szlachectwo i herb otrzymywało się za męstwo w walce. Ale bywało się
uszlachconym także za zręczne obracanie pieniądzem, nie mieczem.
Władysław Łokietek np. nobilitował obrotnego niemieckiego kupca Wirsinga,
znanego pod spolszczonym nazwiskiem Wierzynek. Przyznanie herbu było
zawsze prerogatywą panującego – lub parlamentu. Herold (później
odpowiadający mu urząd) opracowywał nowy herb i wciągał go do rejestru.
Tylko w taki sposób można było zostać „herbowym”. Kupienie sobie herbu nie
było możliwe. I nie powinno być możliwe w RPG, o ile gra ma choć trochę
imitować rzeczywistość.

BLAZONOWANIE

Gracz w RPG, który w grze pragnie odtwarzać postać rycerza,
szlachcica, wielmoży lub dworaka (lub Mistrz Gry, chcąc „prowadzić”
podobnego BN), musi nie tylko orientować się ogólnie w heraldyce i
„herbologii” – musi również umieć prawidłowo opisać herb. Herb był
„wizytówką” rycerza. W czasach, gdy rejestry (role herbowe) z wizerunkami
herbów nie były szeroko dostępne, herbów natomiast przybywało,
szczególnie ważną rolę zaczęła odgrywać umiejętność tzw. blazonowania –
opisania herbu takim sposobem, by każdy mógł go sobie z łatwością
wyobrazić – a nawet dokładnie i precyzyjnie narysować na podstawie opisu.

Aby coś takiego było możliwe, blazonowanie zostało objęte sztywnymi
prawidłami. Powstał również (w znacznej mierze obowiązujący do dziś)
specjalny język heraldyki – podstawy takiego języka i obowiązującą
terminologię zdążyliśmy już nieco poznać.

Blazonowanie to sprawa niełatwa, a reguł jest tysiąc, do tego dość
zmiennych. Nie podejmuję się nauczyć blazonowania w tak krótkim i
syntetycznym opracowaniu, jak niniejsze. Podam więc tylko przykład,
mający zobrazować sposób i styl blazonowania. Blazonujemy herb Haller
(patrz rysunek) – przedstawiony opisaną wyżej metodą szrafowania, w druku
czarno-białym.

rys6„Na tarczy czterodzielnej, w polach I i IV złotych – po trzy zielone
listki koniczyny 2,1; w polach II i III czerwonych – krokiew złota. U
szczytu trzy pióra strusie. Labry z prawej zielone, z lewej czerwone,
podbite srebrem”.

Jasne? No, to jeszcze raz. Blazon herbu Laski:

„W polu czerwonym między srebrną czapką Merkurego (w lewo u góry) a
złotym lwem wspiętym (na prawo u dołu) – pas prawo-ukośny czarny z trzema
gwiazdami złotemi. U szczytu pół lwa złotego patrzącego w lewo. Labry
czerwono-srebrne. Tarczę podtrzymują dwa charty w obrożach. Na wstędze
dewiza: „Sapienter et audacter” (mądrze i śmiało)”.

rys7HERALDYKA POLSKA I JEJ SPECYFIKA

Heraldyka każdego kraju Europy miała i ma swoje szczególne, tylko
sobie właściwe elementy i cechy, wykształcone przez historię. Typowe
tynktury, uznawane za barwy narodowe. Typowe figury heraldyczne. Typowe
figury zwykłe, podkreślające tradycje (lilie francuskie) lub wynikłe z
historycznych burz (ucięte tureckie głowy w herbach szlachty
madziarskiej). Elementy herbów dynastii panujących. Bryzury sygnalizujące
pozycję w ramach rodu, wynikłe z obowiązujących zasad primogenitury.
Sygnały o innych zawieruchach dziejowych, jakie przez dany kraj
przechodziły, jak dla przykładu tzw. capo w herbach włoskich: umieszczana
w głowie tarczy informacja o tym, czy ród stał po stronie Gwelfów (capo
d’Angio:lilie pod kołnierzem turniejowym), czy wrogich im Gibelinów (capo
dell’Imperio: czarny orzeł).

Zwolennicy jakiegoś konkretnego systemu gry, rozgrywający w nim całe
kampanie w ramach konkretnej „geografii politycznej” będącego tłem gry
„świata”, mogą bawić się w coś takiego. Mogą (i powinni) nadawać
specjalne, niepowtarzalne cechy herbom szlacheckim, pozwalającym odróżnić
bez trudu heraldykę np. Królestw Estalijskich od heraldyki Imperium czy
Bretonii (Warhammer).

Warto wiedzieć, że żadna heraldyka nie wykazuje tylu nietypowych
cech, co heraldyka polska, będąc po tym względem czymś w Europie
niespotykanym i absolutnie specjalnym.

Szczególnie uwarunkowania polityczno-ekonomiczne wykształcenia się
feudalizmu na ziemiach polskich spowodowały, że przejście od wspólnoty
plemienno-rodowej do indywidualnej (feudalnej) własności ziemskiej
dokonywało się wolno. Wykształcenie się rycerstwa, kasty mającej ziemie i
przywileje w zamian za gotowość do zbrojnej walki w obronie kraju, także
przebiegało u nas inaczej niż w Europie Zachodniej. Nie wdając się w
długie dywagacje, na które brak tu miejsca, stwierdźmy: elementy wspólnoty
rodowej były dla powstającego rycerstwa polskiego silniejsze niż
indywidualny przywilej i nadanie, wynikające z rodzącego się dopiero prawa
lennego. Powstające herby szlacheckie uwzględniały to. W rezultacie mamy
sytuację następującą: zamiast herbu np. Falkenhaynów czy Colonnów,
wspólnego dla jednej tylko rodziny powiązanej faktycznymi, potwierdzonymi
więzami krwi, w Polsce mamy np. herby Nałęcz czy Jastrzębiec, którymi
pieczętowało się około czterystu rodzin – w ogóle ze sobą nie
spokrewnionych. Członkowie wszystkich tych rodzin, powołując się na
pochodzenie od wspólnego przodka (rodu, klanu, wspólnoty), traktowali się
jednak jak krewni. Któż nie pamięta tego pięknego dialogu:

– Bo są podwójni Kowalscy. Jedni się Wieruszową pieczętują, na której kozieł w
tarczy jest wyimaginowany z podniesioną zadnią nogą, a drudzy Kowalscy
mają za klejnot Korab, na którym przodek ich Kowalski z Anglii przez morze
do Polski przyjechał, i ci są moi krewni, a to przez babkę, i dlatego, że
także Korabiem się pieczętuję.

– Dla Boga! Toś waść naprawdę mój krewniak!

– Alboś Korab?

– Korab.

– Mów mi: wuju!”

Scena powyższa bawi do rozpuku już ładnych kilka pokoleń Polaków, a
wszakże jest absolutnie prawdziwa. Szlachta polska, będąc generalnie równą
de jure („szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”) i tytułująca się
wzajemnym „panie bracie”, wspólnotę herbową traktowała jako wyraz
absolutnie bliskiego pokrewieństwa – herb w Polsce był jak tartan i
klanowy badge w Szkocji: „Toporczyki”, „Nałęcze”, „Leliwici” czy
„Grzymalici” nosili taki sam herb, traktowali się więc tak, jak szkoccy
Campbellowie czy inni MacIvorowie. Także wtedy, gdy jak cytowani powyżej
panowie Onufry Zagłoba i Roch Kowalski – nosili zupełnie różne nazwiska.
Liczył się wspólny herb, noszący – kolejna nigdzie indziej nie spotykana
ciekawostka heraldyczna – swą własną, niepowtarzalną nazwę (proklamę),
wywodzącą się od pradawnego założyciela rodu (lub legendy o nim),
geograficznej nazwy wspólnoty, znaku totemicznego, rytego na otaczających
rodową polanę drzewach, zawołania bojowego itp.

Nazwy herbów stały się w Polsce tak powszechne, że do dziś tradycja
nakazuje dodawać do nazwiska przydomek (proklamę) wskazujący rodowód
herbowy. Proszę zainteresowanego o wybaczenie za posłużenie się jego
szacownym nazwiskiem (czynię to dla dobra nauki), ale bez trudu zgaduję,
jakim herbem pieczętuje się Imć Pan Janusz Korwin-Mikke.

Zupełnie nietypowa i charakterystyczna była też „graficzna” strona
dawnej, tradycyjnej heraldyki polskiej, charakteryzująca się:

1. Całkowitym brakiem figur heraldycznych. W Polsce tarcz herbowych
nie dzielono. Herby polskie posiadały wyłącznie pokryte jednolitą
tynkturą „dno”, na którym umieszczano figury zwykłe.

2. Powszechną zasadą używania w herbie nie więcej niż dwóch tynktur
(barwa i metal), przy czym przeważały czerwień i srebro (będące
narodowymi barwami zarówno Polski, jak i Litwy).

3. Niespotykanymi nigdzie indziej figurami zwykłymi.

Henryk Sienkiewicz, wybitny znawca heraldyki, bardzo ładnie i trafnie
podkreśla obcość i wrogość antagonistów w „Krzyżakach”, w scenie pojedynku
Zbyszka z Rotgierem. Walczący reprezentują inne światy i kultury – także
heraldyczne. Zbyszko z Bogdańca, rycerz polski, ma na tarczy herb
„rdzenny” – z jedną figurą zwykłą: Tępą Podkową. Herb Krzyżaka Rotgiera,
rycerza niemieckiego, jest natomiast typu zachodnioeuropejskiego, złożony
z figur heraldycznych i zwykłych: tarcza ścięta, w górnym polu
szachownica, w dolnym trzy lwy wspięte. Sienkiewicz wiedział, że
piętnastowieczna heraldyka polska nie znała ani „cięcia” tarczy, ani figur
w rodzaju szachownic czy lwów. Natomiast w herbach rycerzy „z Zachodu” te
elementy były powszechne.

Co zaś tyczy się owych nigdzie indziej nie spotykanych figur na
polskich herbach, to są ewidentnie i niezaprzeczalnie prastare znaki, ryte
(kształt wskazuje na to niedwuznacznie) na pniach, broni, urnach
pogrzebowych i glinianych naczyniach. Są to runy, symbole kultowe i znaki
magiczne (totemiczne), pochodzące z czasów gubiących się w mrokach
słowiańskiej (i nie tylko) niepamięci. Część z nich zamieniło się
później w zgodne z regułami heraldyki europejskiej „krokwie” (Abdank,
Dębno Oleśnickich), „wręby” (Korczak bocznej gałęzi Branickich),
trykwestry (Trąby Radziwiłłów, miecze w herbie Herburtów), „rzeki”
(Szreniawa Kmitów), „chorągwie” (Radwan Zebrzydowskich) itp. Część takich
„rytych znaków” przybrała później postać naturalistycznie oddanych podków
(Lubicz Żółkiewskich, Pobóg Koniecpolskich, Jastrzębiec Zborowskich,
Dąbrowa Kostków), strzał (Sas Dzieduszyckich) itp. Część znaków do dziś
jest nierozszyfrowywalna i nosi w heraldyce polskiej specyficzne nazwy.
Niektóre z nich pokazuję na Rys. 5, celowo szkicując kreską, jak gdyby
były właśnie wyryte, wyskrobane na pniach lub przedmiotach. Na tarczach
herbowych miały te znaki – rzecz jasna – postać figur (konturów),
wymalowanych określona tynkturą. Na herbach nie stawia się kresek!

Dopiero herby późniejsze i herby z indygenatów wniosły do heraldyki
polskiej elementy „ogólnoeuropejskie”: figury heraldyczne (np. szachownica
w herbie Wczele), pas lewo ukośny (herb Dryja), bordiura (w herbie
Działyńskich) i klasyczne figury zwykłe: lwy (Drużbaccy), róże (Poraj),
lilie (Gozdawa), głowy bycze (Pomian), postaci i sceny: Pogoń
Czartoryskich, Święty Jerzy i smok Czetwertyńskich i Ogińskich, centaur
(Hippocentaurus) Giedroyciów i tym podobne.

rys8Warto wiedzieć, że już w 1347 roku Kazimierz Wielki ogłosił statut,
wedle którego do głównego herbu prawa miał wyłącznie senior rodu, a po
jego śmierci najstarszy syn. Młodsi synowie winni herb odmieniać. Różnie z
tym bywało, ale nie ulega kwestii, że heraldyka polska zna bardzo wiele
tzw. odmian herbowych – przy czym główna nazwa (proklama) utrzymuje się,
bo odmiany są nieznaczne, a główny „motyw graficzny” herbu jest zachowany.
W herbarzach polskich mówi się np. o herbie „Krasnodębski vel Pobóg”,
„Krasiński vel Korwin”, „Pankowski vel Gozdawa”, „Czarnkowski vel Nałęcz”
itp. Pomimo odmian, pieczętujący się tym samym „klejnotem” nadal uważali
się za spokrewnionych. Tak, jak byli u Sienkiewicza „podwójni Kowascy”,
byli też na przykład „pięciokrotni” Ostrowscy: herbu Rawicz, Leliwa,
Grzymała, Korab i Nałęcz.

W czasach zaborów przywilej nadawania herbów zarezrwowali sobie
oczywiście władcy obcy, a herby nadawali zgodnie z regułami własnej
heraldyki. Wówczas to dostało się na nasze herby sporo obcych figur
heraldycznych i zwykłych – w tym niemało czarnych orłów w rozmaitych
konfiguracjach. Sporo zamieszania i oburzenia wywoływały też „befehle” i
„ukazy” zaborców, żądające od szlachty zaściankowej („szaraczkowej”)
udowadniania szlachectwa i herbu za pomocą patentów i papierów. U
Mickiewicza oburzony szlachetka krzyczy:

– Ale ja, z kniaziów! Pytać u mnie o patenta,

Kiedym został szlachcicem? Sam Bóg to pamięta!

Niechaj Moskal w las idzie pytać się dębiny,

Kto jej dał patent rosnąć nad wszelkie krzwiny!

Tak nawiasem mówiąc, co drugi Litwin uważał, że pochodzi „z kniaziów”
– czyli z książąt, bo wiedzie swój ród od Gedymina i Rurykowiczów. Była to
wielka nieprawda – „starożytne kniaziostwo” nawet takich Wiśniowieckich,
Czartoryskich, Sanguszków czy Ostrogskich stoi pod znakiem zapytania nie
tylko historycznie, ale i logicznie: „kniaź” na Litwie i Rusi nie oznaczał
bowiem mającego królewską krew w żyłach księcia czy diuka, ale po prostu
bogatego pana lub dowódcę wojennego. „Książęcość” wymienionych magnatów
była nie tylko wydumana, ale i… nielegalna! Już bowiem w 1638 sejm
polski postanowił, że szlachta polska jest równa de jure i wszelkie tytuły
(baronowie, hrabiowie, książęta) są zabronione. Namnożeni później w Polsce
„hrabiowie” i „książęta” i nakładane na tarcze herbowe hrabiowskie korony
i mitry są jak jeden mąż obcego, niepolskiego pochodzenia. Radziwiłłowie,
dla przykładu, dostali tytuł i mitrę książęcą od cesarza Rzeszy
Niemieckiej. Ossolińscy „załatwili” sobie dwa (!) tytuły książęce – od
cesarza i od papieża. Owi książęta „z obcej łaski” zaopatrywali swoje
herby „płaszczami” i „namiotami” podbitymi gronostajem, na wzór
zachodnioeuropejski. Panowanie Sasów przyniosło zaś w Polsce zerwanie z
zasadą równości szlacheckiej i rozpanoszenie się „hrabiów”, „baronów”,
„margrabiów” – i bogactwo stosownych „europejskich” elementów w
heraldyce. Za Sasów, jak powiada Zygmunt Gloger, „hrabią ten chyba nie
był, kto nie chciał.”

Jeżeli zaś chodzi o książęta, to pierszym oficjalnym, dziedzicznym
przyznanym przez króla (Stanisława Augusta Poniatowskiego), a
zatwierdzonym przez Sejm tytułem książęcym cieszyli się w Polsce bracia
królewscy – ród Poniatowskich.

A na koniec, jeśli komu powyższy bryk nie wystarczy, polecam trochę
bibliografii:

Rzecz jasna, pozycją stanowiącą absolutny must dla interesującego się
rycerstwem, jest „Broń i strój rycerstwa polskiego” Andrzeja Nadolskiego,
wybitnego bronioznawcy, dzięki któremu w filmie „Krzyżacy” (pan Nadolski
był konsultantem) oglądamy na tarczach i chorągwiach pawidłowe i wierne
historycznie herby polskich rycerzy. Polecam także ciekawą książkę „Herby,
legendy, dawne mity” Marka Cetwińskiego i Marka Derwicha. Można wiele się
z niej dowiedzieć o herbach polskich i związanych z nimi legendach, a
także o korzeniach i źródłach symboliki heraldycznej. Doskonałą pomocą dla
interesujących się heraldyką i tytułografią szlachecką będzie natomiast
„Encyklopedie heraldiky” Milana Bubena – książka, niestety, dostępna tylko
w Czechach. Milan Buben, z wykształcenia historyk, bohemista i anglista,
przewodniczący Praskiego Towarzystwa Heraldycznego i rycerz maltański,
jest w naszej części Europy największym chyba autorytetem w dziedzinie
heraldyki, a jego encyklopedia to prawdziwa kopalnia wiedzy. Kto jest
zainteresowany, a ma możliwości, niech sobie załatwi – język czeski nie
jest wcale taki trudny do zrozumienia. Encyklopedię wydała w 1994 roku
praska oficyna „Libri”.