Andrzej Sapkowski, Nowa Fantastyka 2(101)/1991

Pytanie sugeruje odpowiedź. A przynajmniej ogólny wydźwięk i ton
wypowiedzi, który zapewnie miałby być szumny, dumny i brzęczący miedzią.
Nic z tych rzeczy, nie dam się w to wciągnąć. Rola literatury, tak SF,
fantasy, jak i każdej innej jest analogiczna do roli, jaką odgrywa i
odgrywał będzie w życiu społecznym pieczony kurczak z zielonym groszkiem.
To znaczy zaspokaja potrzeby klienta. Oczywiście chodzi o klienta, który
lubi kurczaki i zielony groszek. Bo są i tacy, którzy wolą schabowego z
kapustą lub ser camembert. I ani kucharz, który piecze kurczaki, ani autor
SF bynajmniej nie spełniają szczytnego posłannictwa, wcale nie sprawują
rządu dusz, nie są owiani mgłą i natchnieniem i nie spoglądają w dół na
masy ze swego cokołu. Obaj pieką kurczaki i starają się, żeby były
zjadliwe. Taka jest ich rola, nie inna.

Poważniej niż autora
potraktowałbym konsumenta, czyli czytelnika. Zapotrzebowanie konsumenta SF
i fantasy będzie rosło, i to dość szybko, ludzie częściej niż dotychczas
będą szukali ucieczki z ciemnego lochu, z przerażającego
stalowo-betonowego Alcatrazu alienacji, szarości, znieczulicy i sztampy,
jakim staje się tzw. społeczeństwo rozwinięte i uprzemysłowione, to nasze
wymarzone welfare state. Na drzwiach tego więzienia wisi napis „Odnieś
sukces, pomnażaj zysk” lub po prostu „Módl się i pracuj”. Jak się jednak
lepiej przyjrzeć, to napis ten brzmi „Porzućcie wszelką nadzieję”, żeby
nie powiedzieć „Arbeit macht frei”. Uciec z tego więzienia można tylko do
krainy marzeń. I kto wie, czy popyt na marzenie nie przewyższy wkrótce
popytu na kurczaki.