Autor „Tandaradei” miał już najwyraźniej dość poświęconych mu not biograficznych, przygotowanych przez ludzi nie dość kompetentnych. Nie wytrzymał zatem i przeprowadził sam ze sobą wywiad – a ponieważ uważamy, że Sapkowski najlepiej zna Sapkowskiego i wie, o co go zapytać, przedrukowujemy ten wywiad (za informatorem Polconu ’90) nie roniąc ani przecinka.

– Kim pan jest? Proszę, w kolejności, wiek, zawód, stan cywilny?
– Czterdzieści trzy, handlowiec zagraniczny, żonaty.
– Kim chciałby pan być?
– Panem, wójtem i plebanem. Plebania, o ile to możliwe, powinna leżeć blisko szosy Piła – Wałcz.
– Znak Zodiaku?
– A jak pan sądzi?
– Bliźnięta?
– Jasne.
– Dorobek literacki?
– Żaden.
– No, nie. Przecież publikował pan w „Fantastyce”. Jakieś „fantasy”.
– Niech pan jeszcze raz zapyta.
– Dorobek literacki?
– Publikowałem w „Fantastyce”. Jakieś „fantasy”.
– Dlaczego „fantasy”? Czy można przyjąć, że klasycznej SF nie umie pan pisać?
– Można.
– Na czym polega różnica między „fantasy” a baśnią?
– Na rozbudowanym dialogu.
– Czym można wytłumaczyć niewytłumaczalny fakt, że czytelnicy, jak wieść niesie, lubią pana czytać?
– Rozbudowanym dialogiem.
– Nie rozumiem.
– „Fantastyka” ma fatalny druk i jeszcze gorszy układ szpalt. Zwartego tekstu czytać nie sposób, a dialog łatwiej „wpada w oko” i podświadomie się podoba.
– Czy myśli pan?
– Tak.
– Czy chciałby pan coś dodać?
– Nie.

[ Fenix 1(10)/1992 ]