Andrzej Sapkowski, Przegląd, 08.01.2001

Czy kapitalizm będzie dominował w XXI wieku?
Słowo „kapitalizm” kojarzy się nam źle – za starego reżymu obficie
karmiono nas karykaturami grubasów w cylindrach, z cygarami w zębach, rozpartych w worach wypchanych dolarami.

Slowo „kapitalizm” kojarzy się nam źle – za starego reżymu obficie
karmiono nas karykaturami grubasów w cylindrach, z cygarami w zębach, rozpartych w worach wypchanych dolarami. Wiadomo było, skąd te dolary – zostały wraz z krwią i potem wyciśnięte z biednego proletariusza,
wyeksplatowanego do krańcowej nędzy. W tym samym czasie stary reżym z uporem realizował kompletnie utopijny system ekonomiczny – a jak sięta utopia skończyła, wszyscy wiemy. Prawa ekonomii są bowiem równie niezmienne jak prawa przyrody, a brzmią: w procesie gospodarczym nowa wartość urodzić się może tylko z kapitału,
pracy albo ziemi. System, który zwykliśmy nazywać kapitalizmem lub
systemem gospodarki rynkowej polega, – oprócz zaakceptowania powyższego prawa natury – na dwóch zasadach: świętym prawie własności i niczym, prócz praw rynku, nieograniczonej
swobodzie ekonomicznej podmiotów gospodarczych.

Są to, jak się rzekło, prawa natury i jako takie nie zmienią się ani
za sto, ani za tysiąc lat.

Rozumiem jednak, skąd się wzięło pytanie o „przetrwanie kapitalizmu”.
Bo oto mamy już u nas nowy reżym, a słowa „kapitalizm” i „kapitalista” nadal kojarzą się źle. Bo oglądamy kapitalizm
trochę jak z tej komunistycznej karykatury (cylinder i cygaro zastąpił
telefon komórkowy), a trochę
w wydaniu republik bananowych – patologiczny, skorumpowany,
krymionogenny. Taki kapitalizm
nie tylo nie dotrwa do końca nowego wieku – taki kapitalizm już
praktycznie przestał istnieć.

W krajach bogatych mamy dziś do czynienia nie z kapitalizmem, ale tzw.
welfare state, państwem dobrobytu. System taki, przestrzegający świętości prawa własności i
zasad gospodarki rynkowej, nie
tylko zdecydowanie zwalcza patologie i krymionogenność, ale dodatkowo
zabezpiecza ludność
płaszczem ochronnym ubezpieczeń i świadczeń socjalnych, płaszczem tak
„ciepłym”, że praktycznie eliminującym, usuwającym w zapomnienie kategorie „biednego proletariusza”. Niektórzy wysuwają już nawet
tezę o opiece nadmiernej, o państwie nadopiekunczym. I straszą wizją
nowej utopii…

Jak to będzie, zobaczymy.