Konrad Godlewski z Andrzejem Sapkowskim, Gazeta Wyborcza

Konrad Godlewski: Uhonorowana właśnie najważniejszym polskim wyróżnieniem dla literatury fantastycznej, nagrodą im. Janusza A. Zajdla, pana powieść „Narrenturm” (także nominacja do nagrody Nike) rozgrywa się na Śląsku, a dla jej głównego bohatera Polska jest zaściankiem. Powiedział Pan kiedyś, że chciałby napisać utwór, którego bohater stanąłby w bitwie pod Grunwaldem po stronie „chrześcijańskiej”, czyli krzyżackiej. Lubi Pan prowokować?
Andrzej Sapkowski: Owszem, taki jest mój pisarski modus operandi, żeby pewne problemy odwracać, spoglądać na nie z innej strony, ale proszę mnie nie traktować jak obrazoburcę, ikonoklastę. Fabuła to fabuła, a opis to opis. Obrazów i świętości nie zamierzam szargać. Po cóż mi to?
KG: Wśród polskich pisarzy nurtu fantastycznego już uchodzi Pan za klasyka. Jest Pan niczym Małysz wśród skoczków – nikt nie dostał nagrody im. Zajdla pięć razy.
AS: To nagroda przyznawana przez fanów, którzy przyjeżdżają na konwent, żeby oddać swoje głosy na ulubioną powieść roku. Ci ludzie znają i czytają fantastykę, tworzą prywatne rankingi. Coś sprawia, że postanawiają zagłosować właśnie na mnie – chciałbym wierzyć, że dzięki jakości tego, co piszę, lub chociaż przez moją ujmującą osobowość konwentową.
KG: Dlaczego postanowił Pan osadzić akcję „Narrenturm” w realiach wojen husyckich? Nie kusi Pana Polska sarmacka?
AS: Nie wykluczam, ale to już mocno nadkąsany temat, a poza tym moja pisarska fraza i tak wiele zawdzięcza Sienkiewiczowi. Napisałem o wojnach husyckich, bo jestem w Czechach lubiany (jest tam nawet księgarnia Geralt), a to okres historyczny, który cieszy się tam wielkim zainteresowaniem. Jak u nas bitwa pod Grunwaldem.
KG: Czy po zamknięciu uwielbianego przez czytelników cyklu o Wiedźminie nie obawiał się Pan, jak zostanie przyjęty nowy cykl?
AS: Wątpliwości targają pisarzem zawsze. Ale czy można im się poddawać? To, co się robi, powinno wypływać z duszy pisarskiej, z natchnienia, a nie z wątpliwości.
KG: Co Panu w duszy gra, czyli co Pan napisze po zakończeniu trylogii, którą otwiera „Narrenturm”?
AS: Lepiej nich pan spyta, co mi w duszy nie gra. Ale jeszcze nie wiem, co będzie dalej.
KG: A nie ciągnie Pana Bliski Wschód? Nie chciałby się Pan jakoś ustosunkować do tego, co się dzieje w Iraku?
AS: Czy mam być szczery?
KG: Jak najbardziej.
AS: Obecność polskich wojsk w Iraku okrywa nas taką hańbą, jak agresja na Czechosłowację [w 1968 r. – red]. Przez to, że wysłano tam okupacyjne wojska, wstydzę się, że jestem Polakiem, a pan mnie pyta, czy bym o tym nie napisał? Owszem, napisałbym, ale w bardzo brzydkich słowach, bo to tradycja Santo Domingo, Czechosłowacji i wtargnięcia na Śląsk Cieszyński [w 1938 roku – red.]. Będziemy się tego wstydzić, zwłaszcza jak zaczną przychodzić blaszane puszki ze zwłokami dzielnych żołnierzy.