Joanna Danecka z Andrzejem Sapkowskim

Joanna Danecka: Jaką rolę odgrywa wyobraźnia u pisarza?

Andrzej Sapkowski: W przypadku pisarza wyobraźnia jest rzeczą nieodzowną, nie można wszak napisać czegoś, czego wcześniej się nie wyimaginowało. Kto z imaginacją ma kłopoty, pisarzem być nie może. Sprawa jest prosta jak dyszel – nie masz wyobraźni, nie pisz. Imaj się innych zawodów. Zostań politykiem, tu zbędna jest zarówno wyobraźnia jak i inteligencja. Rzecz jasna, wyobraźnia musi być ćwiczona. Ja moją trenuję w lekturach, ale pytany o to samo D.H. Lawrence, autor pamiętnego Kochanka lady Chatterley, odpowiedział, że aktywnie i często uprawia onanizm, albowiem bogata wyobraźnia to warunek sine qua non dobrego samogwałtu. No comments.
JD: Niektórzy twierdzą, że literatura fantastyczna niegodna jest miana „prawdziwej” literatury i uważają ja za coś drugiej kategorii?

AS: Ludzie mający literaturę fantastyczną za „coś drugiej kategorii” mają mózg drugiej kategorii. I trudno rozważać, jak oni się do czegoś mają, albowiem nijak nie mają się do niczego.
JD: Barwne marzenia i ciężka praca – czy można się bez tego obejść podczas pisania książek?

AS: Bez marzeń nie ma twórczości, a bez pracy nie ma efektów. Tak zwana „iskra Boża” to bynajmniej nie banalna metafora, gdy jej zabraknie, to koniec. Ale jeśli ktoś myśli, że dokona czegoś w pisarstwie bez żmudnej pracy, myli się głęboko.
JD: Większość ludzi uważa zawód pisarza za szalenie atrakcyjny, sądząc, że pracuje się wtedy wyłącznie, kiedy ma się na to ochotę. Jak jest naprawdę?

AS: Tak, że z czasami zazdroszczę kasjerkom w banku lub panienkom z poczty. Mają spokojną pracę. Od dzwonka do dzwonka. Wolne soboty i niedziele. Płacą im forsę. Regularnie co miesiąc. Są szanse na emeryturę. Życie jak w Madrycie.
JD: Czy wszystkie swoje książki traktuje pan tak samo czy też są takie, które darzy pan szczególnym przywiązaniem?

AS: Zawsze i niezmiennie najbardziej kocham tę, której jeszcze nie napisałem. Ale cały czas marzę o niej.
JD: Czy aby móc pisać powieści takie jak pańskie, trzeba posiadać, prócz talentu pisarskiego i bogatej wyobraźni, rozległą wiedzę historyczną?

AS: Jeśli nie trzeba, to na pewno nie zaszkodzi.
JD: Czy prawdą jest, że uważa pan Dostojewskiego za okropnego nudziarza?

AS: Prawda. Nie jest to jednak głos krytyka i opinia ex cathedra, lecz moja absolutnie prywatna opinia i żądam, by uznano moje prawo do de gustibus non disputandum. Stwierdzenie to zbulwersowało ongi środowisko, uznano je wręcz za jakiś atak na świętość, za niemal crimen laesae maiestatis. Wiedziałem, że tak będzie, mogłem milczeć i nie narażać się. Nie wytrzymałem wszak, po raz któryś słysząc w TV kolejną kandydatkę na Miss Czegośtam, blond głupiątko, twierdzące, że jej ulubionym bohaterem literackim jest Stawrogin. Pewien zasłużony dla scen aktor, o którym skądinąd wiadomo, że czyta głównie etykiety na flaszkach nad barem, w wywiadzie dowodził, że do poduszki zawsze czytuje Braci Karamazow. Nie ma nic przyjemniejszego niż dziurawienie takich balonów. Będę nadal to robił, so help me God.
JD: Kiedyś pracował pan w handlu zagranicznym, dziś jest pan uznanym pisarzem, czy rozważa pan możliwość, aby w przyszłości zajmować się jeszcze czymś innym?

AS: Nie rozważam. Nie mam czasu. Piszę książki.
JD: Jest pan rodowitym łodzianinem. Czy ma pan w tym mieście jakiś ulubiony lokal, gdzie lubi pan przesiadywać i szukać natchnienia, jak to artysta…?

AS: Nie bywam w lokalach. Ani w burdelach, jeśli takie miało być następne pytanie.
JD: Czy jako pisarz nie wolałby pan mieszkać w Krakowie lub w Warszawie, albo też szukać natchnienia w Paryżu, jak np. skandalista H. Miller?

AS: Nie jestem skandalistą, to primo. Secundo, nie rozumiem, co Warszawa albo Kraków mogą mieć wspólnego z natchnieniem. Paryż, cóż, w zestawieniu z tymi dwoma miastami jest zdecydowanie mniej prowincjonalny, mieszkać tam może i wolałbym, ale nie mogę. To po co mam woleć?
JD: Uważa się pan za samotnika, domatora, a może raczej ekstrawertyka?

AS: To zależy od chwilowego nastroju. A te bywają zmienne.
JD: Dlaczego nie lubi pan być określany jako postmodernista?

AS: Dla tych samych powodów, dla których nie lubię być określany jako pederasta. Bo nim nie jestem.
JD: Przez swoich fanów nazywany jest pan pieszczotliwie Sapkiem – podoba się to panu?

AS: Nie. Ale co mam zrobić?
JD: Jak radzi pan sobie z komercją? Dla artysty nie jest to chyba proste?

AS: Nie mam z tym żadnych problemów. Być może dlatego, że nie wiem, co to jest komercja. Język polski nie zna takiego słowa. Mówć można komercyjny, komercyjność – nigdy komercja. Pomimo tego słyszeć to słowo zdarzyło mi się, nawet kilka razy, w telewizji, zwykle w bezsensownych raczej asocjacjach. Z asocjacji tych wynikałoby, przykładowo, że przynoszący mi listy polecone listonosz jest komercyjny, albowiem robi to wyłącznie dla pieniędzy, które płaci mu Poczta Polska. A buty, które noszę, też są komercyjne – firma Salamander AG wyprodukowała je mając na uwadze wyłącznie obrót i zysk. Ale to są dywagacje, albowiem powtarzam: osobiście spotkać „komercji” jakoś nie trafiło się.
JD: Co czuje pisarz, gdy jego dzieło zostaje przeniesione na ekran?

AS: Pisarz czuje w pytaniu zapaszek szyderstwa, drwiącą sugestię, że zainteresowanie filmowców i decyzja o ekranizacji to są rzeczy, które dzieło literackie nobilitują, wyciągają z niebytu i stawiają na piedestał, zaś „byle pismaka” pasują na „pisarza, na którym film oparto”. Że ekranizacja dzieła jest najwyższym stopniem w pisarskiej hierarchii, w związku z czym każdy pisarz marzy o ekranizacji po nocach i moczy poduszkę łzami, doczekać się nie mogąc. Zainteresowanie rzecz miła, ale unikajmy przesady. I śmieszności. A pytanie w stylu „co czuje pisarz” śmiesznym jest i basta.