Andrzej E. Grabowski z Andrzejem Sapkowski, Onet.pl

AEG: W ostatnich dniach ukazała się
długo oczekiwana książka „Pani Jeziora”. Czy zakończenie
Sagi o Wiedźminie jest dla Pana ulgą, ostatecznym
zamknięciem pewnego etapu twórczości, a może podda się
Pan oczekiwaniom czytelników i będzie cykl kontynuował?

AS: Po pierwsze, nie lubię i niechętnie
widzę określenie „saga o wiedźminie”. Był to niezbyt
szczęśliwy pomysł mojego wydawcy, pragnącego jakoś
przyozdobić okładkę. Wolałbym nazwę „wiedźmiński
pięcioksiąg”. Niewiele osób wie, że początkowo miała to
być trylogia. Zmiana koncepcji na „pięciotomową”
nastąpiła, gdy okazało się, że gdyby były trzy tomy,
zbyt długie musiałyby by być przerwy między nimi.

Poza wymienioną, innych zmian koncepcji nie było –
wszystko przebiegało według wcześniej ułożonego planu i
zostało zakończone według planu i założonej metody.
Także finał historii i zamknięcie wątków. Tego, co po
zakończeniu pracy odczuwam, nie nazwałbym jednak ulgą –
bo to sugerowałoby, że praca sprawiała mi przykrość i
wykonywałem ją z niechęcią. Odczuwam raczej satysfakcję
z dokonania tego, co sobie zamierzyłem.

Względem „oczekiwań czytelników” i „presji” z ich
strony, proszę o odnotowanie, że ja nie prowadzę
koncertu życzeń.

AEG: Dla wielu niecierpliwych miłośników Wiedźmina
decyzja Pana, bądź Pana Wydawcy, przedłużania terminu
ukazania się książki było niezrozumiałe. Czy druk w
„Expresie Wieczornym” był podyktowany tylko względami
komercyjnymi?

AS: Zauważam, że niezdrowe sensacje
zaczynają owocować równie niezdrowymi legendami, że
tworzą się mity, trącące wręcz jakąś spiskową teorią
dziejów. Niecierpliwość czytelników rozumiem, ale proszę
o przyjęcie do wiadomości, że książkę pisze się tyle,
ile trzeba, a nie na dzwonek. A kto, ciekawym, wyssał z
niezbyt czystego palca owo „przedłużanie terminu”? Pracę
nad książką zakończyłem dokładnie w Nowy Rok, 1 stycznia
1999. U wydawcy dyskietka znalazła się kilka dni
później. Redakcje i korekty zakończono w ostatniej
dekadzie stycznia. A 12-tego lutego wydrukowana książka
była w księgarniach. Pan to nazywa „przedłużaniem
terminu”? Ja to nazywam rekordowym tempem i wręcz
stachanowskim osiągiem.

Druk w odcinkach to, jak widzę, źródło kolejnej legendy
i sensacji. Niepojętych dla mnie. O co chodzi? Gazeta
zaproponowała, mój wydawca zaaprobował, ja się
zgodziłem. Niby dlaczego miałem się nie godzić? W czym
mi to mogło wadzić? Druk w odcinkach był jak świat
światem metodą na „zaintrodukowanie” nowej powieści, że
przypomnę tylko Sienkiewicza. Za mej pamięci bywali w
gazetowych odcinkach Erich Maria Remarque, Frederick
Forsyth, Zbigniew Nienacki, innych nie zliczę.

AEG: Jaki jest Pana stosunek do strony w Internecie pod
nazwą: „WIEDŹMINA GERALTA”, która nosi podtytuł Strona
półoficjalna? Na stronie tej publikowane były obszerne
fragmenty Pana utworu. Czy Pan wyraził na to zgodę?

AS: Jedyną – absolutnie i wyłącznie
jedyną – stroną w Internecie, której dałem zgodę na
korzystanie z moich tekstów, jest „Andrzej Sapkowski
Zone” (sapkowski.fantasy.art.pl) prowadzona przez Jacka
Suligę. W stosunku do innych określenie „półoficjalna”
jest o co najmniej pół tony zbyt pochlebne. Strony te
nie mają nic wspólnego ani z oficjalnością, ani ze mną,
nie wiem nawet o ich istnieniu. Ja nie wszczynam żadnych
świętych wojen ani nie mam zamiaru się pieniać,
przynajmniej tak długo, jak owe „półoficjalne strony”
nie są obliczone na robienie pieniędzy moim kosztem.
Jeśli jest to zabawa fanów, proszę bardzo. Tym niemniej,
jeśli pojawiają się tam przepisane autorskie teksty,
zwykła grzeczność i dobry obyczaj każe poprosić autora o
zgodę na przedruk. Ale cóż, jak powszechnie wiadomo,
praojciec Noe miał trzech synów: oprócz Sema i Jafeta
był jeszcze i Cham.

AEG: Na wspomnianej stronie toczy się gra typu RPG:
„Mroczna Fala II”. W zasadach ogólnych autor strony
pisze: „Akcja „Mrocznej Fali 2″ rozgrywa się w Sapkozji,
świecie – universum wykreowanym w Opowiadaniach i
Wiedźmińskiej Sadze przez A.Sapkowskiego.” Co Pan o tym
sądzi?

AS: Patrz wyżej. Nie protestuję i nie
angażuję adwokatów, jak długo jest to zabawa miłośników,
a nie piracki biznes i komercja. Autoryzować tego, ma
się rozumieć, nie mam jednak zamiaru.

AEG: Znam kilka osób, które uważają, iż opowiadania były
na razie apogeum Pańskiej twórczości. Z drugiej strony
niektórzy krytycy podkreślają, że jest Pan pisarzem
najwyższego formatu. Jurorzy nagrody „Nike” Pana nie
dostrzegają. Czy takie reakcje Pana bawią, nie obchodz±
czy denerwują?

AS: Co się tyczy ocen, krytyk, nagród,
wyższych lub niższych formatów itp. – nie czuję się
kompetentnym do udzielania odpowiedzi i komentowania,
jestem tu bowiem przedmiotem, nie podmiotem. Jestem
zdania, że odpowiedzi na wiele pytań udzieli czas.
Poczekajmy jakieś, powiedzmy, pięćdziesiąt lat.

Co do opowiadań – owszem, też uważam, że kilka mi się
udało. Spróbuję napisać jeszcze kilka. Równie udanych,
miejmy nadzieję.

AEG: Na koniec pytanie z naszego podwórka. Jak Pan
postrzega Internet i perspektywy jego rozwoju?

AS: Internet już zmienił postać i obraz
świata i ten proces będzie trwał, w tempie
niewyobrażalnym. Przynajmniej dla mnie. Mam pięćdziesiąt
lat. Gdy miałem około dwunastu, na moim osiedlu pojawił
się pierwszy – i jedyny – telewizor. Pierwszy w życiu
magnetofon kasetowy widziałem na studiach (ok. 1967),
pierwszy kieszonkowy kalkulatorek – w pracy, około 1973.
W tym czasie moja firma miała komputer, a jakże.
Zajmował całe piętro niemałego budynku i podliczał nasze
obroty handlowe. Zawsze błędnie.

Kogoś, komu wówczas marzyłby się za 20 lat komputer w
domu, służący sprawom absolutnie codziennym, wręcz do
zabawy, uznano by za idiotę. Coś takiego mogło wtedy
marzyć się wyłącznie humanistom, każdy inżynier wiedział
bowiem, że to niemożliwe nawet za sto lat.

Rzecz jasna, jak każdy postęp, także World Wide Web
niesie zagrożenia – chociażby właśnie poruszona dopiero
co sprawa praw autorskich, które w Sieci można łamać
bezkarnie i jak się chce. Jestem przekonany, że i ta
sprawa zostanie jakoś uregulowana. A tak generalnie, od
niedawna uważam, że wszelkie narzekanie na postęp w
ogólności a na Internet w szczególności jest marudzeniem
starego zgreda, który zazdrości młodzieży groszku w
puszkach, bo on, gdy „był w tym wieku”, nie miał i
musiał łuskać ze strąków.