Tendencyjny wywiad miesięcznika „Ultramaryna” z Andrzejem Sapkowskim. Banalny, ale okraszony ładnym rysunkiem.

JB: Kim chciał Pan zostać w dziecięcych i młodzieńczych marzeniach? Czy przypuszczał Pan kiedykolwiek, że zostanie pisarzem?

AS: W wieku dziecięcym nie pamiętam. chyba standardowo strażakiem i żolnierzem. Chciałem też być archeologiem, ale już w wieku poważniejszym, na tyle, by wiedzieć, że nim nie będę i żałować, bo był to w moim marzeniu zawód, który byłby jednocześnie przyjemnością. Krewni i znajomi wróżyli mi z racji niebywałego wygadania karierę adwokata. Pisarzem, hmm… Może w marzeniach moich polonistek, w końcu na lekcjach polskiego zawsze robiłem za najlepszego ucznia i pupilka.

JB: W którym momencie, jeśli był to moment, zrezygnował Pan z handlu zagranicznego na rzecz pisania i czy była to dla Pana trudna decyzja? Wszak pisanie to ciężki kawałek chleba.

AS: Decyzja była niewyobrażalnie trudna, szło w końcu o egzystencję, o taki jej moduł, w którym regularną miesięczną pensję miała zastąpić jakaś efemeryda, bliżej nieokreślone honorarium, płacone – albo nie – w bliżej nieokreślonych terminach. Wyjaśniam jednak, że nie ja zrezygnowałem z pracy, ale raczej praca ze mnie. Firma, w której pracowałem, zbankrutowała. Decyzja polegała więc na alternatywie szukać nowej pracy czy tylko pisać. Aby przybliżyć rzecz czasowo: był to moment pisania pierwszej części wiedżmińskiego pięcioksięgu – gdy ukazała się „Krew elfów”, byłem już full time writerem.

JB: Co Pan robi, gdy Pan nie pisze? Czy ma Pan jakieś niegroźne hobby w stylu wędkarstwa czy filatelistyki?

AS: Rzadko się zdarza, bym nie pisał. Ale hobby mam, i owszem, nie wiem tylko czy takie znowu niegroźne: łowię ryby na sztuczną muchę. Sport to elitarny i niełatwy, wymagający dużych umiejętności i sporej kondycji, toteż już nie uprawiam go tak często i z takim zapałem jak lat temu dwadzieścia. Ale wciąż uprawiam.

JB: Od długiego już czasu pracuje Pan nad powieścią fantasy osadzoną w konkretnych realiach historycznych. Czy może Pan naszym czytelnikom przybliżyć fabułę, miejsce i czas akcji?

AS: Proszę bardzo: ziemie Korony Czeskiej, dokładniej Śląsk, lata 1425-1430. Konstrukcja fabularna: opowieść łotrzykowska, pikarejska, tzw. Schelmenroman. Więcej, rzecz jasna, nie zdradzę.

JB: Kiedy nowa saga zacznie się ukazywać?

AS: Jaka saga, kto i kiedy nazwał to sagą? To jest trylogia, trzy tomy. Kiedy? W przyszłym roku.

JB: Czy planuje Pan kiedyś napisanie czegoś innego niż fantasy?

AS: W ciągu najbliższych pięciu lat – nie Z dłuższym horyzontem nie planuję.

JB: Wydał Pan „Leksykon miłośnika fantasy”. Może Pan w ogromnym skrócie, specjalnie dla naszych czytelników, skonstruować leksykonową definicję fantasy?

AS: Naśladując i parafrazując definicję SF ukutą przez pisarza Damona Knighta: do fantasy zaliczamy książki, na których grzbiecie, tuż pod logo oficyny wydawniczej, napisane jest Fantasy. Ha, ha. Chętnych dowiedzenia się na ten temat czegoś więcej zapraszam do Leksykonu.

JB: Czy mógłby Pan zarekomendować książki fantasy jakichś innych autorów, poza tymi, które ukazały się już w serii Andrzej Sapkowski poleca wydawnictwa MAG? Czy w Polsce kanon fantasy jest w ogóle dostępny?

AS: Mógłbym, ale i czasu brak, i miejsca. W Leksykonie określam kanon fantasy na 85 pozycji, większość z nich była w Polsce wydana. Z poważniejszych braków szybko wymienię Fritza Leibera z cyklem Fafhrd i Szary Kocur, Katherine Kurtz z cyklem Deryni, Tanith Lee z cyklem Birthgrave, z autorów szybko: Judith Tarr, Barbarę Hambly, Sheri S. Tepper, Charlesa de Linta, Marka Helprina.

JB: Jakie książki zabrałby Pan na przysłowiową bezludną wyspę?

AS: Wszystkie. A resztę na CD-ROM-ach.

JB: Gdyby Pan mógł zamieszkać wszędzie, jakie miejsce by Pan wybrał?

AS: Nie mogę mieszkać wszędzie, więc wybieranie byłoby bezsensem.

JB: Co się Panu śni? Śni się Panu czasem never land? Chciałby Pan w nim żyć? Czy może chciałby Pan żyć w never landzie stworzonym przez innego autora?

AS: Śnią mi się rzeczy przeróżne, wiele z nich – jakie, nie zdradzę – opisałem, wiele dostarczyło mi pomysłu czy impulsu. Co do reszty pytania, pominę milczeniem.

JB: Czy przestanie Pan kiedyś pisać? Co wtedy będzie Pan robił?

AS: Nie osiągnąłem jeszcze wieku emerytalnego, brakuje ponad dziesięć lat.

JB: Czego się Pan boi?

AS: Niewielu rzeczy. Zdradzę, bez żadnej kokieterii, że nawet fotel dentystyczny i ów szczególny zapach nie są w stanie wywołać u mnie szybszego bicia serca. Paru rzeczy boję się jednak, jakich, nikomu nic do tego.

JB: Czy ma Pan jakieś rady dla początkujących pisarzy?

AS: Mam tylko jedną. zająć się jakąś robotą porządną, uczciwą i gwarantującą przyszłość.

JB: Która z bajek opowiadanych Panu w dzieciństwie najbardziej utkwiła Panu w pamięci?

AS: Wszystkie.

JB: Co jest dla Pana najważniejsze w życiu?

AS: Życie.

JB: Rozmawia Pan podobno w 8 językach. W którym z nich rozmawia Pan w Wigilię ze swoim kotem? l O czym?

AS: Zapomniał Pan o narzeczach i żargonach. A z kotem rozmawiam codziennie, w dni powszednie i w święta, tak kościelne jak i państwowe. O czym? O sprawach interesujących koty i artystów.