Andrzej Sapkowski, Nowa Fantastyka 143/1994

…Istnieje święty i tajemny pakt, zawarty przez koty i pisarzy już
przed wiekami, w czasach, które gubią się w niepamięci.

Tad Williams, recenzja antologii „Catfantastic”.

…”Nasz sposób na życie to gra. My gramy, bawimy się, przekomarzamy,
drwimy. A robimy to tak, jak nam się podoba, bo mierzi nas sama myśl o
tym, by starać się przypodobać innym. Gra to integralny składnik naszych
osobowości. Ten, kto chciałby nawiązać z nami kontakt czy porozumieć się,
musi to zaakceptować. Musi zrozumieć, że udział w naszej grze to
warunek, bez spełnienia którego porozumienie jest wykluczone.”

Kot Dirk (Terry Brooks,”The Black Unicorn”)

Spójrzcie, oto nadchodzi. Idzie miękkim, ostrzegawczym krokiem, świadom
swej oszałamiającej i groźnej urody, elegancji, gracji i wdzięku. Tak
musiał prezentować się William H.Bonney, Billy the Kid, gdy szedł z
uśmiechem uliczką miasteczka Lincoln. Tak musiał wyglądać Doc Holiday,
idący w stronę O.K.Corral. Ucieleśnione, mordercze piękno, którym przyroda
potrafi obdarzać, w tym stworzeniu osiągnęło szczyt. Pistollero
zwierzęcego świata – tak nazwał go Stephen King.

Popatrzcie. Przyszedł. Siada, mruży oczy. To forma przyjaznego
powitania. Bardziej wylewne, entuzjastyczne gesty są poniżej jego
godności. Odczekawszy chwilę, wskakuje na kolana. Zrób dla mnie miejsce,
mówi. Dla mnie i dla mojej magii. Posiedzimy sobie razem na tym fotelu,
pomruczymy o tym i o owym. Posłuchamy tego, czego oprócz nas nikt nie
słyszy. Zapatrzymy się w to, czego oprócz nas nikt nie jest zdolny
dostrzec.

Kot.

Był czczony w Egipcie jako wcielenie Ra, atrybut Izydy, jako święte
zwierzę Bastet. W Grecji – jako atrybut Artemidy i Hekate. W legendach
nordyckich związany był z Freyą. Później, gdy zapadła noc wieków średnich,
prześladowano go. Cóż, za niezależność trzeba niekiedy drogo płacić.
Oczywiście, zawsze można się jej wyrzec, by ratować skórę. Galilleusz na
to poszedł. Kot nie. Zachował niezawisłość. Nie uląkł się tortur i stosu.
A gdy w zamian za tępienie gryzoni w spichrzach przyrzekano mu łaskę i
ochronę Awinionu, pokazał papieżowi zadarty ogon. Nie był kolaborantem.
Nigdy się nie ugiął, nie dał oszukać, przekabacić, opanować. Oswoić
kota? Kto miał to uczynić? Człowiek? Śmiechu warte. Kot jest istotą wyżej
stojącą w hierarchii natury. Azaliż ktokolwiek przy zdrowych zmysłach
ośmieliłby się twierdzić, że to głupi młynarczyk miał Kota w Butach? Dla
każdego, kto zna bajkę, jasnym jest faktem, że było dokładnie odwrotnie.

To Kot miał młynarczyka.

Kot współżyje z człowiekiem wedle własnych reguł i zasad, które homo
sapiens zmuszony był zaakceptować jeszcze w prehistorii, kiedy to Pierwszy
Kot, Ten, Który Chadzał Własnymi Drogami, zdecydował się obdarzyć
człowieka zaszczytem i pozwolić mu zamieszkać w tej samej jaskini. W
czasie tego wspólnego zamieszkiwania człowiek nie raz i nie dwa usiłował
podporzadkować sobie kota, narzucić mu autorytet. Z marnym efektem. Kot
nie tylko nie dał sobie narzucić autorytetu, ale nie zgodził się nawet na
równorzędne partnerstwo. I tak to trwało – do chwili, gdy człowiek wziął
na kolana płaski złomek bazaltu i po długim namyśle, spocony jak diabli,
wydrapał na nim kością: „Pewnego razu poszła baba na mamuty…”

I w tym momencie Kot zaakceptował Pisarza. I polubił go. Z
wzajemnością.

Balzac, Hugo, Mallarme, Dumas syn, Walter Scott, Gautier, Zola,
Twain, Elliot, Shaw, Capek, Hemingway. To tylko kilka przykładów ludzi
pióra, którzy zaoferowali kotom swą przyjaźń. I zostali zaakceptowani.
Ludzi, którzy udowodnili kotom, że nie wszyscy homo sapiens godni są
politowania. Że są wśród ludzkiego plemienia i tacy, którzy mają też
pozytywne, kocie cechy: wrażliwość, intelekt, zamiłowanie do nocnej
aktywności, indywidualność i niechęć do stada. Zdolność widzenia tego, co
ukryte. I najważniejszą – nieobliczalność.

Kota i piszącego fantastykę łączy jeszcze więcej. I nie dziwota.
Piękno tego stworzenia, jego legendarna boskość i bliskość bogom, jego
tajemnicze moce i związki z magią zawsze fascynowały fantastów. Później
dostrzeżono zagadkowość, potwierdzoną naukowo: unikalne zmysły i budowę,
niespotykane u innych gatunków organy i cechy. Tajemnicze, do dziś nie
wyjaśnione naukowo zwyczaje i zachowania, całkowicie zagadkowe związki z
promieniowaniem wodnym… Kot dał fantastom nie tylko przyjażń. Dał im
znacznie więcej.

Najsławniejszym fantastycznym kotem literatury fantastycznej był i
będzie Czarny Kot Edgara Allana Poe, ale tuż za nim plasuje się
uśmiechnięty demonicznie Kot z Cheshire, bułhakowowski Behemot i Koty z
Ultharu Lovecrafta. A później kot zapiął pasy i ruszył w otchłanie
Kosmosu. Był nie tylko towarzyszem na pokładzie – jak ten czarny, chudy i
bezimienny z „Terminusa” czy Furia u George’a R.R.Martina. Jako „zmysł”
bojowych rakiet ratował ludzkość przed kosmicznymi agresorami u
Cordwainera Smitha. A obok rozmaitych Bug Eyed Monsters w galerii istot
pozaziemskich pojawił się Koto-Alien: sympatyczny i wesoły u Sturgeona,
piękny, groźny i buntowniczy u Leibera, straszliwy u Van Vogta. Mało tego
– powstała antologia SF, poświęcona w całości kotom: „Catfantastic”,
wydana przez DAW Books, na którą złożyły się opowiadania takich znanych
i zapamiętałych „kociarzy” jak Andre Norton, Jayge Carr, Mercedes Lackey,
Marylois Dunn, Elizabeth H. Boyer i Ardath Mayhar. Wiadomo, że wielkimi
miłośniczkami kotów są też Anne McCaffrey i Connie Willis, a z mniej
znanych – Clare Bell, Wilanne Schneider Belden i Donna Farley.

A koty w fantasy? Ha, tu jest ich prawdziwe królestwo, tu mają swój
wielki udział, tu mają stałą, niezagrożoną pozycję. One, potomkowie
świętych kotów z Bubastis i czarnych kotów czarownic. Tak, w fantasy mamy
całą galerię pięknie opisanych kotów. Jest tu Kot Moriah, jedna z
Zapomnianych Bestii z Eld Patricii McKillip. Są Koty Bojowe z Lankhmaru
Leibera, jest mężny i wierny Kot Rumor z „Shannary” Terry Brooksa i tegoż
autora zagadkowy Kot Dirk („The Black Unicorn”). Jest Kotka Mmr u Davida
Eddingsa („Tamuli”, najnowszy cykl, kontynuacja „Ellenium”). U tegoż
autora występuje też bezimienna kotka, ulubienica Imperatora Zakatha z
Mallorei. Sceny, w których polityczne knowania Zakatha przeplatane są
staraniami o znalezienie „dobrych domów i dobrych rąk” dla rozhukanego
przychówku ukochanej kocicy należą do moich ulubionych w światowej
fantasy.

A wśród piszących fantasy – co większe nazwisko, to stuprocentowy „cat
lover”: oprócz wymienionych powyżej Leibera, Norton, McKillip, Eddingsa,
Brooksa i Lackey wymienić trzeba Barbarę Hambly, Marion Zimmer Bradley,
Jacka Vance, Charlesa de Lint, Margaret Weis, Emmę Bull, Willa Shetterly i
Ellen Kushner. Wielkim przyjacielem kotów jest również Tad Williams, autor
niedawno przedstawiony polskiemu czytelnikowi w trylogii fantasy,
zatytułowanej „Memory, Sorrow and Thorn”. Warto wiedzieć, że Tad Williams
napisał również powieść poświęconą w całości kotom – śliczną rzecz pod
tytułem „Tailchaser’s Song”.

A na naszym, domowym poletku fantastyki, a zwłaszcza fantasy? Kogo z
naszych autorów obdarzyły przyjaźnią drapieżne kocury i boskie, księżycowe
kotki Izydy? Z pewnością już się domyśliliście. I nie mylicie się. Mirka
Sędzikowska, Feliks W.Kres, Tomek Kołodziejczak, Darek Zientalak Jr. – to
ci, których znam. O kocie sympatie mam prawo podejrzewać Artura Szrejtera
i Tadeusza Oszubskiego. O sobie nie wspominam przez właściwą mi skromność.

Są też inni. Kotów nie lubią, a fantasy piszą.

Szkoda.