Andrzej Sapkowski, Nowa Fantastyka 5(140)/1994

Maszyny mnie nie lubią. I okazują mi to na różne, niekiedy wymyślne
sposoby. Weźmy taką Victorię, moją maszynkę do mielenia mięsa, która
próbowała ukąsić mnie w palec, kiedy podczas przygotowywania pasztetu z
sarniny zamyśliłem się głęboko nad istotą bytu.

Maszyny mnie nie lubią. I okazują mi to na różne, niekiedy wymyślne
sposoby. Weźmy taką Victorię, moją maszynkę do mielenia mięsa, która
próbowała ukąsić mnie w palec, kiedy podczas przygotowywania pasztetu z
sarniny zamyśliłem się głęboko nad istotą bytu.

Pewna przygodnie poznana
Łada poszła jeszcze dalej – niecnie wykorzystała te trochę swobody, którą
jej dałem, nie uszanowała pierwszeństwa przejazdu i wpakowała mnie pod
wielki, czerwony autobus. Mówię wam, wyglądała po tym wydarzeniu jak
Rutger Hauer w „Salute of the Jugger”. I dobrze jej tak.

Inne maszyny i maszynki, mniej zawzięte, a może mniej odważne,
ograniczają się do oporu biernego – niechętnie spełniają moje pragnienia.
Ja pragnę, a one nie chcą. Chcę, dla przykładu, by wypełniły mi uszy
muzyką lub poezją śpiewaną – one zaczynają zgrzytać i fałszować. Chcę, by
pokazywały w kącie kolorowe, acz bezsensowne obrazki – one sypią śniegiem,
migoczą lub wręcz gasną. Pragnę, by ruszyły z miejsca i zawiozły mnie w
siną dal – one rzężą i ani drgną. Podejrzewam, że w maszynim behawiorze
jest to ekwiwalent wykrętnego bólu głowy („Not tonight, sweetheart, głowa
mnie boli”).

Wyjątkiem, o którym warto wspomnieć, jest moja Sonic. Maszyna ta jest
mi wierna nawet swym imieniem. Nie należy do mojej żony, nie twierdzi,
że jest Pani Sonic. Jest – po prostu i zwyczajnie – Pana Sonic.

Jak większość maszyn, jest wyspecjalizowana i bardzo skomplikowana
wewnętrznie. Specjalizacja Sonic polega na rejestrowaniu i recenzowaniu
osiągnięć sztuki filmowej. Gdy o to poproszę, Sonic ogląda filmy,
emitowane przez różne stacje telewizyjne. Potem – wyłącznie na mój użytek
i stosownie do moich prywatnych gustów – sporządza syntetyczne recenzje
tych filmów. I tu dochodzi do głosu skomplikowane wnętrze Sonic. Ma ona
mianowicie zdolność recenzowania filmów w taki sposób, aby nie marnotrawić
mego cennego czasu, który zwykłem poświęcać lekturze, głaskaniu kota i
innym formom słodkiego nieróbstwa. Do tego celu Sonic wykorzystuje
urządzenie zwane FF – fast forward. Gdy Sonic uruchamia owo urządzenie,
rozlega się dźwięk, który onomatopeicznie należy oddać jako Bzzzzzz.

Specjalnością Sonic – stosownie do moich pragnień i gustów – są
recenzje filmów fantastycznych. Oto próbka jej prac z ostatniego tygodnia:

SHINING – Bzzzz. Jack Nicholson. Bzzzz. Jack Nicholson. Bzzzz.
Podsumowanie: strasznym, traumatyzującym przeżyciem dla pisarza musi być
fakt, że adaptacja filmowa jest lepsza niż książka.

TERMINATOR 2 – Bang, bang. Bzzzz. Hasta la vista, baby. Bzzz.
Buuuuum. Bzzz. Guns’n Roses. Podsumowanie: Linda Hamilton, ach, ach,
najpiękniejsza kobieta świata.

CONAN BARBARZYŃCA – Czołówka, kucie miecza. Poledouris. Bzzzz.
Sandahl Bergman, ach, ach. Ciało i ruchy pantery. Podsumowanie: vide
„Shining”, ale Howard ma to szczęście, że nie dożył.

FREEJACK – Bzzz. Mick Jagger nie śpiewa. Bzzzzz. Anthony Hopkins i
Emilio Estevez również nie śpiewają. Szkoda. Bzzzz. Podsumowanie: w roli
zakonnicy Amanda Plummer, pamiętna Lydia z „Fisher Kinga”. Ach, ach.

ALIEN – Sigourney Weaver w T-shircie i w majtkach. Ach, ach.
Najpiękniejsza itd.

ALIENS – Sigourney Weaver.

ALIEN 3 – Alien.

FLATLINERS – Julia Roberts, ach, ach. Najpiękniejsza z wymienionych
powyżej i poniżej. Julia Roberts. Bzzz. Pip-pip-pip… Flatline.

KOSIARZ UMYSŁÓW – Bzzz. Nic. Bzzz. Nic. Bzzz. Nic? Bzzz. Virtual
Reality. Bzzz. Koniec. Podsumowanie: Bzzz.

CONAN THE DESTROYER – Czołówka. Poledouris? Nie ma Sandahl Bergman?
Bzzzzzzzz. Podsumowanie: nadal jednak lepsze od prozy Howarda.

CZERWONA SONJA – Czołówka. Sandhal Bergman. Ciało i ruchy pantery.
Bzzzzzzz. Gitte Nielsen? Bzzzz. Podsumowanie: Bzzzprrrbrrr, jak mawiał
Alex. Brawo, Robert! Nareszcie gorsze!

BLADE RUNNER – Sean Young, ach, ach, piękna, Darryl Hannah, też.
Vangelis. Podsumowanie: Sonic nie podoba się zakończenie. Mnie też się nie
podoba. Podobają mi się Sean Young i Darryl Hannah.

TOTAL RECALL – Bzzzz. Bang, bang. Buuuuum. Bzzzz. Buuuuuum. Bzzzz.
Podsumowania brak.

Zdarza mi się zadać Sonic pytanie, czy przypadkiem nie korzysta z FF
zbyt często, zbyt pochopnie i zbyt subiektywnie. Sonic zaczyna odpowiedź
od końca. Nie ma recenzji obiektywnych, powiada. To są recenzje dla
ciebie, dodaje, po czym zaczyna mnie rozbrajać, prawiąc mi komplementy,
mówiąc o poziomie IQ. Skromność nie pozwala mi cytować Sonic w tym
ustępie.

Niekiedy dyskutujemy z Sonic o sztuce filmowej jako takiej. Sztuka
filmowa, paraftazuje Sonic, jak jest, każdy widzi. Nie da się, twierdzi
Sonic, zrobić dziś filmu bez Industrial Light and Magic. Przeczę temu.
Można dziś zrobić film bez Industrial Light and Magic. Owszem, replikuje
Sonic, jeśli się wynajmie Dreamquest Images. Mel Brooks, ja na to, zawsze
mawiał, że do zrobienia dobrego filmu potrzebuje wyłącznie sześciu Żydów i
camcordera. Panasonic? – uśmiecha się Sonic i dodaje złośliwie, że jedyna
żydowska rzecz, bez której nie da się obecnie zrobić filmu, to pistolet
maszynowy Uzi.

Czasami opowiadam Sonic o moim dzieciństwie, o czasach, gdy nie
znałem ani jej, ani cudownego urządzenia FF, gdy oglądałem filmy w
całości, bo musiała mi się zamortyzować forsa wydana na bilet, a
opuszczenie filmu w trakcie trwania projekcji groziło niezrozumieniem ze
strony towarzyszącej mi dziewczyny. W tych odległych czasach też pociągały
mnie filmy fantastyczne, takie, które pokazywały, ku czemu zmierza świat,
cóż to będzie w dalekiej przyszłości, dajmy na to w połowie lat
dziewięćdziesiątych naszego stulecia. Taki „Fahrenheit 451”, dla
przykładu. Czy dojdzie do tego, myślałem, co wymyślili Bradbury i
Truffaut? Teraz również się zastanawiam. Jaki będzie ten świat
przyszłości? Czy zmierzamy, jak sugerują filmowcy, do świata pełnego
nędznych ludzi i wspaniałych maszyn? To byłoby straszne, mówię, nie
znoszę nędznych ludzi, a maszyny… Maszyny mnie nie lubią. Wspaniałe,
niewyobrażalnie doskonałe maszyny będą mnie wspaniale nie lubić, będą
robić mi na złość w niewyobrażalnie doskonały sposób. W nosie mam taki
postęp techniczny!

Nie przesadzaj z tym postępem, mówi Sonic. Co to, nie oglądałeś
filmów? Odrzucając fantastyczne, totalnie nierealne pomysły Industrial
Light and Magic, można śmiało założyć, że aż tak wiele się nie zmieni.
Mało tego, pewne maszyny, jak wynika z filmów, przetrwają do połowy lat
dziewięćdziesiątych przyszłego stulecia w niezmienionej postaci.

Podaj choć jeden przykład, wyzywam ją. Chociaż jeden. Proszę bardzo,
mówi Sonic: pistolet maszynowy Uzi.